Home / Baklava / Rumunia: Do swidania, towariszcz Rogozin!
rogozin

Rumunia: Do swidania, towariszcz Rogozin!

Temat II wojny światowej, a właściwie różnice w interpretacji tego tragicznego epizodu dziejów najnowszych na przestrzeni kilku dziesięcioleci pozostają kością niezgody w i tak niełatwych stosunkach między Rumunią a Rosją, bezpośrednio lub pośrednio przyczyniając się do ich coraz większego ochłodzenia. Kilka lat temu burzliwą reakcję Kremla spowodowała wypowiedź rumuńskiego prezydenta, Traiana Basescu, dotycząca udziału Rumunii w ataku na ZSRR. W jednym z wywiadów, udzielonych rumuńskiej prasie w przededniu obchodzonej w Rosji i niektórych innych krajach byłego ZSRR rocznicy rozpoczęcia wielkiej wojny ojczyźnianej, Basescu powiedział, że udział Rumunii w ataku na ZSRR był usprawiedliwiony, gdyż Rumunia usiłowała odzyskać swoje terytorium – Besarabię (Mołdawię), zajętą w 1940 roku przez ZSSR. Prezydent Rumunii podkreślił również, że na miejscu ówczesnego dyktatora Rumunii, generała Iona Antonescu, w 1941r. prawdopodobnie postąpiłby tak samo, czyli skierował rumuńskich żołnierzy do ataku na ZSRR. – Rumunia popiera faszyzm, Basescu rzucił Rosji wyzwanie – oto przykłady najbardziej umiarkowanych wypowiedzi pochodzących z artykułów, którymi rosyjskie media prokremlowskie zareagowały na oświadczenie rumuńskiego prezydenta.

W tym roku po raz kolejny nie obeszło się bez burzliwej wymiany uprzejmości między Bukaresztem a Moskwą. Tym razem za powód gorących dyskusji posłużyła wizyta rosyjskiego wicepremiera, pełniącego jednocześnie obowiązki specjalnego przedstawiciela prezydenta Rosji ds. Naddniestrza, Dmitrija Rogozina w Tyraspolu – stolicy nieuznawanej przez świat Republiki Naddniestrzańskiej. Uczestniczył on 9 maja w obchodach Dnia Zwycięstwa. Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi były rosyjski ambasador przy NATO Rogozin znalazł się na liście osób objętych sankcjami w związku z aneksją Krymu przez Rosję. 10 maja br., w drodze powrotnej z Tyraspola do Moskwy, oburzony Rogozin poinformował na swoim oficjalnym profilu na Twitterze, że Ukraina i Rumunia zamknęły swój obszar powietrzny dla samolotu, którym podróżowała rosyjska delegacja: – Rumunia na żądanie USA zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla mojego samolotu. Ukraina znów nie przepuszcza. Następnym razem polecę Tu-160 (najcięższy samolot bojowy świata) – głosi jego wpis. Ten żart jednak nie przypadł do gustu rumuńskim władzom. MSZ Rumunii stanowczo potępiło słowa wiceszefa rosyjskiego rządu i zażądało wyjaśnień od Moskwy. Rogozin zareagował na oświadczenie rumuńskiego resortu spraw zagranicznych kolejnymi nacechowanymi emocjonalnie wpisami na Twitterze: – Panowie z Rumunii, niedługo wszystko wam wyjaśnimy – kim jesteście i, co o was myślimy – napisał. Później zakomunikował, że udało mu się dotrzeć do Moskwy (według źródeł dyplomatycznych, samolotem rejsowym z Kiszyniowa): – Jestem już w Moskwie. Kijowska junta wystrychnięta na dudka.

 Te niezbyt wyszukane komentarze wysokiego rangą rosyjskiego urzędnika nie przeszły niezauważone w Rumunii. Rumuński dziennik Adevarul (Prawda) poświęcił temu incydentowi oraz sylwetce rosyjskiego wicepremiera całą kolumnę zatytułowaną Do swidania, towariszcz Rogozin!(„Dasvidania, tavarişci Rogozin! La revedere, tovarăşe Rogozin!” (http://adevarul.ro/international/rusia/dasvidania-tavarisci-rogozin-revedere-tovarase rogozin_5370813b0d133766a893bd95/index.html). Prezydent Traian Basescu w wywiadzie dla rumuńskiej stacji telewizyjnej Digi24 założył, że wicepremier Rosji komentował incydent z samolotem będąc pod wpływem alkoholu, silnych emocji lub obu tych czynników naraz: -Trzeba wyjaśnić, ile wódki skonsumował Rogozin, zanim złożył owe oświadczenie. Zdaniem Basescu, Rumuni to naród, który mieszkał pomiędzy trzema imperiami: Imperium Rosyjskim na Wschodzie, Imperium Osmańskim na południu i Imperium Austrowęgierskim na Zachodzie, a mimo wszystko przetrwał i to zaborcy zmuszeni byli opuścić kraj. Rogozin tym razem też nie upadł twarzą w błoto, jak głosi rosyjskie powiedzenie: – Ciekaw jestem, ile musiał wypić dla kurażu Basescu, zanim zamknął mojemu samolotowi niebo – odparł rosyjski wicepremier za pośrednictwem Twittera.

Premier Rumunii Victor Ponta wcale nie był bardziej wstrzemięźliwy w wypowiedziach. Szef rumuńskiego rządu oskarżył Rogozina o kolejną prowokację, jednocześnie podkreślając, że wiele mogłoby wyjaśnić dwustronne spotkanie na najwyższym szczeblu, którego konieczność wcześniej poddał w wątpliwość rumuński prezydent. Dodał też, że w tej sytuacji wypadałoby wykorzystać myśliwce, aby zmusić do lądowania samolot z rosyjską delegacją.

 MSZ Ukrainy z kolei zdementowało oświadczenia Rogozina i oskarżyło go o kłamstwo: – To nieprawda. Jest to fantazja i tania prowokacja. Według informacji Ukraeroruchu (ukraińskiej agencji kontrolującej ruch lotniczy) samolot Rogozina sam zawrócił znad terytorium Ukrainy i poleciał z powrotem do Kiszyniowa - głosi oświadczenie rozpowszechnione przez służby prasowe ukraińskiego MSZ wieczorem 10 maja.

 Poza udziałem w obchodach Dnia Zwycięstwa, Rogozin miał jeszcze jedną misję do wykonania w Naddniestrzu – planowano, że rządowym samolotem do Moskwy zostanie dostarczona petycja mieszkańców Naddniestrza o uznanie niepodległości tej republiki. Według twierdzeń wicepremiera Rosji, mimo podjętych przez mołdawskie służby specjalne prób konfiskowania przesyłki, udało im się przejąć tylko jej część. Proeuropejskie siły w Mołdawii, a także w samym Naddniestrzu wszczęły alarm jeszcze przed rozpoczęciem wizyty Rogozina w Tyraspolu, ostrzegając przed podgrzewaniem nastrojów separatystycznych oraz przygotowaniem gruntu pod kolejne prowokacje, podczas gdy prorosyjskie media mołdawskie tradycyjnie oskarżały Rumunię o rusofobię, a rumuńskich polityków – o sympatie faszystowskie. W wywiadzie udzielonym portalowi Adevarul jeszcze w kwietniu br. prezydent Rumunii również wyrażał zaniepokojenie z powodu działań Rosji w tym regionie. Traian Basescu zarzucił wręcz Rosji tworzenie wzdłuż Morza Czarnego łańcucha zamrożonych konfliktów, które mogą wybuchnąć w dowolnym czasie. Nawiązywał tym samym do sytuacji w Górskim Karabachu, Ukrainie, Gruzji i Naddniestrzu. Z drugiej strony, rumuński prezydent wykluczył prawdopodobieństwo wybuchu w Europie wojny na wielką skalę – według niego, ani Rosja, ani NATO nie są zainteresowane wszczęciem takiego konfliktu.

Prowokacje Moskwy nie pozostały bez reakcji i odpowiedzi ze strony NATO i USA. Tak więc, 17 maja br. z wizytą do Bukaresztu przybył sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Sekretarz generalny Paktu potępił działania Rosji w regionie, oskarżając ją o destabilizowanie sytuacji w tej części Europy i nie wykluczył możliwości zwiększenia obecności militarnej NATO w Rumunii. Zapewnił też, że Sojusz będzie bronił terytorium każdego z państw członkowskich. Natomiast we wtorek 20 maja Rumunię z nadzwyczajną 24-godzinną wizytą odwiedził wiceprezydent USA, Joe Biden. Obie wizyty zostały pozytywnie odebrane w Rumunii, która żywi duże oczekiwania wobec bloku północnoatlantyckiego i USA. Według rumuńskich mediów wizyta wiceprezydenta USA w Rumunii po raz kolejny udowadnia poparcie ze strony USA dla ich europejskiego partnera, czyli Rumunii. Jeszcze na początku pobytu Joe Biden podkreślił, że granice Europy nie mogą się zmieniać pod lufami karabinów. Podczas wspólnej konferencji prasowej z wicepremierem USA prezydent Traian Basescu podziękował USA za niezwłoczną reakcję i wyraził przekonanie, że USA odbiorą Rosji chęć do ponownego przeistoczenia się w Związek Radziecki.

Rumunia jest widocznie zaniepokojona potencjalnym zwiększeniem obecności wojskowej Rosji w regionie Morza Czarnego, co będzie równocześnie oznaczało zmniejszenie wpływów Rumunii. Z drugiej strony Rumunia obawia się, że krymski scenariusz może zostać rozegrany przez Rosję ponownie w Naddniestrzu. Część rumuńskich polityków wzywa jednak do politycznej powściągliwości w stosunkach z Rosją, gdyż nasilenie napięć może popchnąć nieprzewidywalną sąsiadkę zza Morza Czarnego do działań.

Źródła: adevarul.ro, mediafax.ro, regnum.ru, vesti.ru, kommersant.ru, terra.md, jurnal.md, oficjalne konto D. Rogozina na Twitterze

About Elena Camara

Tłumaczka z zawodu, bałkanistka z zamiłowania i wskutek okoliczności życiowych. Urodziła się w Azerbejdżanie, studiowała filologię polską na Uniwersytecie Słowiańskim w Baku oraz na UAM w Poznaniu. Od ponad trzech lat mieszka w Rumunii. Marzy o podróży wiodącej przez cały Półwysep Bałkański.
KOMENTARZE