Home / Polityka / Rumunia: Kaloryfer od Draculi

Rumunia: Kaloryfer od Draculi

Autor: Krzysztof Górski

Bukareszt śmieje się i przeciera oczy ze zdumienia. – Dlaczego nikt na świecie nie wie, że kaloryfer to wynalazek z Transylwanii – zastanawia się Andrei Marga, były szef MSZ-u i od września z nadania rządzącej koalicji prezes Rumuńskiego Instytutu Kultury (ICR). Pytanie tylko z pozoru śmieszne, wskazuje bowiem jak mocna intelektualna pępowina łączy obecną władzę  z ideologiczną spuścizną komunistycznej dyktatury Nicolae Ceauşescu.

– Wszystkie nasze placówki są skupione na filmie, sztukach plastycznych, czy muzyce. (…) Rumuński film poczynił wielkie kroki naprzód, muzyka i sztuka również. Nie możemy jednak zapominać o nauce i technologiach. Kto na świecie wie o tym, że kaloryfer to wynalazek z Transylwanii? – pytał Marga podczas transmitowanej przez telewizję debaty na temat dorobku swoich poprzedników.

Po dojściu do władzy w maju tego roku rządząca koalicja Unia Społeczno-Liberalna (USL) zajęła się „odzyskiwaniem” kolejnych instytucji (używając języka Prawa i Sprawiedliwości z lat 2005-2007). Wśród nich znalazł się Rumuński Instytut Kultury (ICR), odpowiednik British Council, hiszpańskiego Instytutu Cervantesa, czy naszych Instytutów Polskich, odpowiedzialnych za propagowanie kulturowego dziedzictwa, a przez to kreowanie pozytywnego wizerunku kraju. Decyzją rządu spod kurateli prezydenta Traiana Băsescu ICR trafił pod nadzór zdominowanego przez koalicję USL Senatu, a we wrześniu na stanowisku prezesa cenionego bezpartyjnego pisarza Horię-Romana Potapievici zastąpił aparatczyk i były szef dyplomacji w rządzie Victora Ponty Andrei Marga.

Zmiany w ICR napotkały opór rumuńskich elit kulturalnych. W ramach protestu o symboliczny azyl w ambasadzie Kanady w Bukareszcie poprosiło dziesięciu rumuńskich artystów w tym wybitni reżyserzy filmowi – zdobywca Złotej Palmy w Cannes Cristian Mungiu (który nazwał decyzję rządu o podporządkowaniu ICR parlamentowi „polityczną czystką), Cristi Puiu (Złoty Niedźwiedź w Berlinie i nagroda w Cannes), czy Corneliu Porumboiu (reżyser pokazywanego również w Polsce „12:08 na Wschód od Bukaresztu”). Swoje zaniepokojenie wyraziła wywodząca się z Rumunii nobliska Herta Müller, autorka powieści i esejów opisujących kraj w okresie dyktatury Nicolae Ceauşescu.

Właśnie w dominującej wówczas atmosferze intelektualnej należałoby szukać źródeł poglądów nowego szefa ICR. komunistycznego władcę Ceauşescu opętało pragnienie stworzenia ze swojego kraju potęgi, a  jednym ze służących temu narzędzi był plan zwiększenia liczby ludności z około 22 do 30 milionów (stąd bezwzględny zakaz przerywania ciąży, o czym opowiada film „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” Cristiana Mungiu), ale także manipulacje historią, gigantyczne nawet na skalę krajów demokracji ludowej.

Propaganda rozpowszechniała tezę, że gdyby nie wkład żołnierzy rumuńskich II wojna światowa trwałaby pół roku dłużej, ale przede wszystkim manipulacja dotknęła historię antyczną i dzieje Daków, uznawanych przez Rumunów za swoich przodków. Na straży „dakomanii” stały Instytut Historii Partii oraz Ośrodek Historii Wojskowości (na czele którego stał gen. Ilie Ceauşescu, brat Nicolae), dawniej rozwijające badania nad dziejami partii komunistycznej. W ten sposób organizacja plemienna stworzona przez wodza Burebistę w I w. p.n.e sprawiła, że Rumunia znalazła się wśród najstarszych europejskich państw. W jednym ze swoich przemówień Ceauşescu wyrażał opinię, że państwo rumuńskie ma ponad 2000 lat. Chociaż nie znaleziono dowodów, że Dakowie posiedli znajomość pisma, rumuńscy historycy usiłowali udowadniać, że uprawiali filozofię i byli twórcami wielu nowatorskich idei. Apogeum dackiej obsesji stanowił rok 1980 i obchody 2050 powstania państwa Burebisty, kiedy przez  cały kraj przetoczyła się sztafeta rocznicowych rytuałów, a młodzież brała udział (także później) w tzw. dacjadach – szkolnych igrzyskach sportowych.

Transylwański kaloryfer stał się już w Rumunii narzędziem walki politycznej, szczególnie groźnym dla władzy, bo wywołującym zdrowy śmiech. Na facebooku szybko powstała grupa „Kaloryfer – najważniejszy rumuński produkt kulturalny na liście priorytetów Andreia Margi, nowego prezesa ICR”.  W ciągu kilku dni prześmiewcze prace dotyczące kaloryfera Margi zdążyli stworzyć rumuńscy artyści jak Dan Perjovschi, znany na całym świecie satyryk, wystawiający również w Polsce dzięki Rumuńskiemu Instytutowi Kultury.

W świecie w którym soft power (w tym dyplomacja kulturalna) staje się znaczącym czynnikiem przewagi i budowania pozycji państwa za granicą Andrei Marga pozostaje transylwańskim dinozaurem, wykopaliskiem takim jakich setki inicjowano w Rumunii w latach 70. i 80., chcąc udowodnić istnienie dackiego imperium.

Źródła: mediafax.ro, realitatea.net, adevarul.ro, revista.22.ro, historia.ro

Na pierwszym zdjęciu – wykuty w skale posąg dackiego władcy Decebala nad Dunajem

 

 

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE

O ile ja wiem, kaloryfer to wynalazek Franza Karloviča San-Galliego, ktory urodzil sie w Szczecinie i zyl w Rosji….Ciekawe, ktory kaloryfer maja Rumuni w takim razie na mysli:)

Zaciekawił mnie fragment dotyczący uznania przez Rumunów Daków za swoich przodków. Do tej pory spotykałem się raczej ze stwierdzeniem, że Rumunii za swoich przodków uważają Rzymian. Możecie jakoś rozwinąć ten temat?

Są dwa nurty, dwie warstwy w tożsamości kulturowej Rumunów – odwoływanie się do Daków i do Rzymian. Zdarza się, że w rumuńskich miastach w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie stoją pomniki wilczycy kapitolińskiej, czy walczącego z Dakami cesarza Trajana, i dackiego wodza Decebala, który popełnił samobójstwo, aby nie być pojmanym przez rzymskich legionistów. Podobnie jest z nadawaniem dzieciom imion – nieraz się zdarza, że człowiek nazywa się Decebal Traian Popescu. W zasadzie zaakcentowanie dackiego substratu kultury rumuńskiej zaczęło się w romantyzmie, kiedy na pierwszy plan wyszły takie wartości jak męczeństwo za ojczyznę, ofiarność, czy rodzimość. Substrat dacki w Rumunii był wykorzystywany zwykle w okresach izolacjonizmu (np. przez Żelazną Gwardię i korzystającą z jej języka propagandę Ceauşescu), kiedy podkreślano odrębność, niezależność i autarkiczność Rumunii. Rzymianie mieli swoje chwile, gdy akcentowano łacińskość kultury rumuńskiej i jej związki z Zachodem. Znakomitą książkę na ten temat napisał Lucian Boia: – RUMUNI ŚWIADOMOŚĆ, MITY, HISTORIA. Jest przetłmaczona na polski i całkiem dobrze się ją czyta.