Home / Polityka / Rumunia: Prezydent pozostaje, kłopoty również

Rumunia: Prezydent pozostaje, kłopoty również

Największy polityczny kryzys w Rumunii po upadku dyktatury Nicolae Ceauşescu w 1989 roku przechodzi w nową fazę. Sąd Konstytucyjny orzekł we wtorek, że referendum nad odwołaniem prezydenta Traiana Băsescu było nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję (powinna przekroczyć 50%), tak więc zawieszony prezydent powróci do władzy.

Sezon ogórkowy w tym roku ominął Rumunię. Tegoroczne polityczne wakacje będą poddawane analizie w podręcznikach politologii jeszcze kilka dziesięcioleci po tym, jak ich bohaterowie zejdą ze sceny i zajmą się pisaniem pamiętników bądź pielęgnacją trawników przy swoich luksusowych willach. Kluczowe momenty ostatnich tygodni to zawieszenie 6 lipca prezydenta Băsescu przez pragmatyczną koalicję rządową pod nazwą Unia Społeczno-Liberalna (pragmatyczną, gdyż łączy odległych programowo socjaldemokratów, liberałów i konserwatystów, a jej głównym celem jest maksymalizacja władzy i obalenie stojącego temu na przeszkodzie prezydenta), referendum 29 lipca i wreszcie werdykt trybunału konstytucyjnego 21 sierpnia.

Wydarzenia w Rumunii mają istotne znaczenie dla Unii Europejskiej. Nie tylko dlatego, że wśród państw członkowskich pojawił się nagle  egzotyczny kraj, w którym najpierw organizuje się referendum, podaje jego wyniki, następnie zaś przez ponad trzy tygodnie po głosowaniu (dlaczego nie przed?) rząd, czyli strona żywotnie zainteresowana rezultatami, zaczyna się zastanawiać, czy spisy osób uprawnionych do głosowania były aktualne, czy też nie, czy frekwencja przekroczyła 50%, czy była poniżej progu, który umożliwiał odwołanie głowy państwa i uzyskanie przez USL pełni władzy.

Po „casusie rumuńskim”, który obejmuje również naciski rządu na sędziów sądu konstytucyjnego i majstrowanie przez  gabinet Victora Ponty przy jego uprawnieniach, czy nawet bezprecedensowe ataki na unijnych polityków i oskarżanie ich o sprzyjanie prezydentowi Băsescu ze względu na polityczne powinowactwo (popierająca prezydenta Partia Demokratyczno-Liberalna należy do Europejskiej Partii Ludowej, z którą związani są m.in. Angela Merkel, José Manuel Barroso, czy Herman Van Rompuy) Unia dobrze się zastanowi, zanim jakiemuś państwu na wyrost przyzna swoje członkostwo z nadzieją, że znajdując się w doborowym towarzystwie, jak przez dotknięcie Pigmaliona upodobni się do pozostałych członków.

Wydarzenia związane z zawieszeniem przez parlament prezydenta Băsescu to także rozwianie się pewnego mitu, który od lat ma się dobrze również w Polsce. Patrząc na rozbicie polskiej sceny politycznej na obozy PO i PiS można czasem usłyszeć pogląd, że będzie u nas „normalnie”, kiedy scenę polityczną opuszczą osobowości naznaczone psychicznie piętnem komunizmu, niezdolne do współpracy i kompromisu, przyzwyczajone do szukania spisku. Premier Victor Ponta to polityk młody, za miesiąc ukończy 40 lat. Swoimi ambicjami, zasobami bezwzględnego cynizmu, a także umiejętnościami manipulowania opinią publiczną mógłby obdarzyć kilka europejskich rządów, niejedną transnarodową korporację. Jego stwierdzenia (kiedy był jeszcze liderem opozycji), że nie brał udziału w demonstracjach antyrządowych na początku tego roku, bo osobie na jego stanowisku nie wypada (dziennikarze pytali, dlaczego nie towarzyszył protestującym żonie i matce), albo, że prawo to nie chemia, trudno odkryć tu coś nowego (po oskarżeniach o plagiat doktoratu) każą postawić pytanie o dojrzałość rumuńskiej demokracji, jeżeli na ugrupowanie szefa rządu według sondaży chce oddać swój głos trzech na pięciu wyborców.

Dla Rumunii kłopoty się więc nie kończą. Prezydent Traian Băsescu i premier Victor Ponta, dwa polityczne samce alfa, zbierają siły przed kolejną walką. Czas pojedynku już niedługo – w listopadzie Rumunię czekają wybory parlamentarne, które na pewno wygra USL. Jednak największy problem to osłabiona pozycja kraju w Unii Europejskiej, być może przez kilka najbliższych lat.

Krzysztof Górski

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE