Home / Baklava / Rumunia: Wciąż w cieniu wielkiego niedźwiedzia?
Wallpaper Flag of Romania (6)

Rumunia: Wciąż w cieniu wielkiego niedźwiedzia?

Ponad 30 lat temu jeden z weteranów rumuńskiej sceny rockowej , zespół Phoenix słynący z tekstów o wydźwięku politycznym, zaśpiewał piosenkę, pt. W cieniu wielkiego niedźwiedzia (rum. În umbra marelui URSS – gra słów, z rum.: URSS – ZSRR, urs – niedźwiedź). Utwór ten nadal pozostaje w Rumunii symbolem przewagi wolnego ducha nad jednym z najokrutniejszych reżimów komunistycznych w powojennej Europie Środkowo-Wschodniej. W tym roku Rumunia obchodzi 25. rocznicę obalenia Nicolae Ceaușescu oraz 7. przystąpienia do Unii Europejskiej, a jednak zdaje się, że cień wielkiego niedźwiedzia wciąż wisi nad tym krajem.

Rumuńskie media od kilku miesięcy z zaniepokojeniem śledzą „antyrumuńską i antyzachodnią kampanię” medialną prowadzoną przez Rosję od samego początku wybuchu ukraińskiego kryzysu politycznego. Podzielmy umownie tę kampanię na trzy etapy zbiegające się w czasie (prawdopodobnie, niezupełnie przypadkowo) z fazami kryzysu ukraińskiego.

Etap pierwszy: zniechęcenie i zastraszenie

Przypomnijmy, że 30 listopada 2013 roku po krwawym rozpędzeniu na kijowskim Majdanie (Placu Niezależności) pierwszych protestujących wobec przyłączenia się Ukrainy do Unii Celnej i brutalnym pobiciu studentów, rozpoczęło się formowanie oddziałów Samoobrony Majdanu. W okresie, gdy na kijowskim Majdanie trwały pokojowe wtedy jeszcze protesty, rosyjskie media rozpoczęły pierwszą turę kampanii czarnego PR-u. Protestujący w Kijowie usiłowali zademonstrować światu i Europie, iż Ukraińcy dokonali jednoznacznego wyboru między Unią Celną a Unią Europejską, podczas gdy rosyjskie media prokremlowskie starały się przekonać swoich odbiorców, że droga integracji europejskiej nie niesie za sobą niczego dobrego. Jako przykład państwa, które więcej straciło, niż zyskało na przystąpieniu do UE, wymieniały Rumunię. Według kontrowersyjnego, słynącego z ultrakonserwatywnych poglądów dziennikarza stacji Rosja 1, Dmitrija Kisielowa, Rumunia jest jednym z tych krajów, którym członkowstwo w Unii zrobiło złośliwy żart.

- Zazwyczaj z tego typu krajów nie nadchodzą żadne wiadomości – kontynuuje Kisielow – lecz to wcale nie oznacza, że w tych krajach nie istnieje życie. Po tej ostrej konstatacji, jaka pojawiła się w cotygodniowym przeglądzie wiadomości Wiesti niedieli nadszedł czas na niemniej ostry reportaż (https://www.youtube.com/watch?v=H8Jo4iTGtZs). Bieda, bezrobocie (według unijnych statystyk stopa bezrobocia w Rumunii wynosi 7,2%, co wcale nie jest najwyższym wskaźnikiem w UE), zbankrutowane zakłady, niezadowoleni mieszkańcy, korupcja, problemy romskiej społeczności. Rzecz jasna, wszystkie te problemy występują w Rumunii w mniejszym lub większym stopniu i nie można ich negować bądź ignorować. Jednakże, najlepiej tę sytuację można chyba scharakteryzować za pomocą cytatu źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz.

Etap drugi: aktywna antypropaganda

19 stycznia 2014 roku protesty w Kijowie przeszły w fazę otwartej konfrontacji demonstrantów z milicją. Mniej więcej w tym samym czasie na blogu strony internetowej rumuńskiego dziennika Adevarul (Prawda) pojawia się wpis rumuńskiego dziennikarza Dinu Zary,pt. Ukraina u progu wojny domowej. Czy jesteśmy gotowi do obrony ludności rumuńskiej na północy Bukowiny, [w regionie] Herca oraz na północy i południu Besarabii? (http://adevarul.ro/locale/suceava/ucraina-herta-1_52e3aafec7b855ff56c8f85d/index.html).. Hasło to natychmiast radośnie podchwyciły rosyjskie, proklemlowskie oraz niektóre polskie (m.in. portal Kresy.pl) i ukraińskie media: Rumuński ekspert prognozuje wojnę domową oraz rozbiór Ukrainy, Rumuński dziennikarz namawia do okupacji Ukrainy (http://rusplt.ru/world/progulki-s-dinu-zara-7651.html) .

Tego typu sensacyjne nagłówki zdobiły łamy kilkunastu rosyjskich i ukraińskich gazet i wydań internetowych. Idea odbudowy Wielkiej Rumunii ma swoich zwolenników w tym kraju, lecz przypomnijmy, że ww. oświadczenie nie nosiło charakteru oficjalnego, a pojawiło się na prywatnym blogu. Mimo wszystko, agresywna propaganda uznała autora wpisu za persona non grata w Ukrainie.

Etap trzeci. Krym. Luty-marzec 2014.

W poszukiwaniu sposobu na odwrócenie uwagi od własnych działań na Krymie, Rosja ponownie kieruje wzrok w stronę uległego na pierwszy rzut oka chłopca do bicia, czyli Rumunię. Tym razem stacja Rosja 1 zainteresowała się sojuszem Rumunii z III Rzeszą podczas II wojny światowej oraz jej działaniami przeciw ludności żydowskiej w Odessie w 1942 roku (https://www.youtube.com/watch?v=KUA-zqnNm2k). W reportażu z okazji 70. rocznicy wyzwolenia miasta spod okupacji niemieckiej, miękko grasejując, dziennikarz Rosji 1 nie skąpi ostrych epitetów pod adresem Rumunii: rumuńska okupacja, faszyzm, katastrofa narodowa. W rzeczywistości zaś można tu dostrzec nic innego, jak tylko próbę przerzucania winy na innego, słabszego (?). Nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że jest to jeden z mechanizmów obronnych, tzw. projekcja, czyli przypisywanie innym własnej winy. Oprócz prób manipulowania opinią społeczną, świadczy to również o lęku, społecznej niedojrzałości, infantylności. Czyżby niedźwiedź był wystraszony, chociaż nadal usiłuje straszyć innych?

About Elena Camara

Tłumaczka z zawodu, bałkanistka z zamiłowania i wskutek okoliczności życiowych. Urodziła się w Azerbejdżanie, studiowała filologię polską na Uniwersytecie Słowiańskim w Baku oraz na UAM w Poznaniu. Od ponad trzech lat mieszka w Rumunii. Marzy o podróży wiodącej przez cały Półwysep Bałkański.
KOMENTARZE