Home / Polityka / Rumunia: Wojna prezydent – premier ze Złotą Palmą w tle

Rumunia: Wojna prezydent – premier ze Złotą Palmą w tle

Prestiżowe czasopismo „Nature” oskarżyło szefa rumuńskiego rządu Victora Pontę o splagiatowanie połowy swojego doktoratu z prawa. Premier Ponta grzmi, że za publikacją stoi prezydent Traian Băsescu, a wszystko odbywa się w ferworze politycznej walki o to, kto powinien reprezentować Rumunię na szczycie Unii Europejskiej.

Rumuńsko – rumuńska bitwa o krzesło

Od chwili, gdy na początku maja parlament odwołał popierany przez prezydenta i jego Partię Demokratyczno-Liberalną (PDL) gabinet Mihaia Răzvana Ungureanu, Rumunia może zapomnieć o nastaniu sezonu ogórkowego w życiu politycznym. Kadencja prezydenta kończy się dopiero za dwa lata, tymczasem na scenie politycznej coraz bardziej dominuje centrolewicowa koalicja Unia Społeczno-Liberalna (USL), której najsilniejszym ugrupowaniem jest postkomunistyczna Partia Socjaldemokratyczna (PSD), z Victorem Pontą jako liderem.

Konflikt zaostrza się w perspektywie listopadowych wyborów parlamentarnych, które odbędą się według nowej, większościowej ordynacji, sprzyjającej postkomunistom i ich koalicjantom.

Ofiarą ostatnich tarć na linii prezydent – premier stała się kwestia kto ma więcej do powiedzenia w zakresie polityki europejskiej kraju – głowa państwa, czy szef rządu. Zdominowany przez USL parlament (ostatnie wybory wygrała PDL, ale w perspektywie wysokich sondażowych notowań centrolewicy liczni posłowie PDL pośpiesznie zmieniają partyjne barwy) przegłosował 12 czerwca deklarację, w której upoważnia Victora Pontę do reprezentowania Rumunii  na ważnym unijnym szczycie w Brukseli, który odbędzie się 28 czerwca. Ponieważ prezydent Băsescu nie zamierza pozostawać w kraju – jak podają media rumuńskie – podczas ostatniej rozmowy w cztery oczy Victor Ponta miał uprzedzić głowę państwa, że wykorzysta wszystkie dostępne mu metody, aby nie dopuścić do udziału prezydenta w szczycie, włącznie z nie wydaniem zgody na wylot prezydenckiego samolotu.

Dottore Ponta i lewicy problemy z oryginalnością 

Tymczasem w poniedziałek, 18 czerwca, wybuchła polityczna bomba, która może znacząco osłabić polityczną pozycję premiera Rumunii. Prestiżowy periodyk „Nature” w swoim wydaniu internetowym zamieścił informację, że ponad połowa doktoratu napisanego przez Victora Pontę została przez niego przepisana słowo w słowo z prac trzech innych naukowców. Oryginalność powstałej w 2003 roku pracy, poświęconej funkcjonowaniu Międzynarodowego Trybunału Karnego, podważył nawet Marius Andruh, stojący na czele rumuńskiej komisji do spraw stopni i tytułów naukowych.

Premier (przez prezydenta Băsescu przezywany już złośliwie „dottore”) nie traci dobrego humoru i tłumaczy się, że dziedzina prawa to nie chemia i trudno tu o odkrycie czegoś oryginalnego. Twierdzi również, że jest gotów poddać swój doktorat weryfikacji odpowiedniej komisji przy Ministerstwie Edukacji, a jeśli ta potwierdzi zarzuty, zrezygnuje z używania tytułu doktora.

Warto dodać, że to nie pierwsza tego typu afera w obozie centrolewicy. W pierwszym tygodniu pracy rządu Ponty do dymisji podał się oskarżony o plagiat minister edukacji Ioan Mang. Z powodu podobnych oskarżeń tej samej teki w gabinecie Ponty nie objęła pierwsza kandydatka USL na stanowisko ministra.

Zwycięzca bierze wszystko

Frontem podjazdowej wojny na linii prezydent – premier jest również konflikt, który rozgorzał wokół tego, komu ma podlegać Instytut Kultury Rumuńskiej (ICR) – odpowiednik British Council, czy Instytutów Polskich, który promuje rumuńską kulturę poza granicami kraju. W Polsce ICR zorganizował wiele cennych inicjatyw przybliżających rumuński film, teatr, czy literaturę, a także ciekawą akcję „Wielcy Polacy – Rumuni”,  pokazujące nie istniejące w potocznej świadomości liczne związki znanych obywateli Polski z Rumunią, jak również losy obywateli Rumunii polskiego pochodzenia. Decyzją rządu Ponty instytucja podlegająca dotychczas prezydentowi, znalazła się w gestii rumuńskiego Senatu, zdominowanego przez USL. O swojej decyzji szef rządu nie uprzedził głównej osoby zainteresowanej, czyli głowy państwa. Zmiana pozwala parlamentowi mianować nowego dyrektora Instytutu a także jego radę zarządzającą. Pomysł ten spotkał się z oburzeniem rumuńskich środowisk twórczych. List przeciwko decyzji premiera podpisali m.in. zdobywca Złotej Palmy w Cannes Cristian Mungiu (który nazwał decyzję rządu „polityczną czystką), wybitni twórcy filmowi znani na całym świecie jak Cristi Puiu (Złoty Niedźwiedź w Berlinie i nagroda w Cannes), czy Corneliu Porumboiu (reżyser pokazywanego również w Polsce „12:08 na Wschód od Bukaresztu”). W ramach protestu rumuńscy artyści zgromadzili się przed budynkiem ambasady Kanady w Bukareszcie zwracając się o udzielenie im „azylu kulturalnego” .

W ciągu ostatnich tygodni rząd Ponty bez żadnego uzasadnienia zdymisjonował także władze publicznej telewizji oraz Rumuńskich Archiwów Państwowych.

Nie wiadomo jaki wpływ walka na nowo otwartych frontach wywrze na wynik listopadowych wyborów parlamentarnych. Centroprawica i prezydent Băsescu kojarzeni są z surową polityką oszczędnościową uzgodnioną z międzynarodowymi instytucjami finansowymi, która zaowocowała w styczniu wybuchem społecznego niezadowolenia i upadkiem rządu Emila Boca z PDL. Jednak „afera plagiatowa” znacznie osłabia pozycję premiera Ponty, który musi pamiętać o losie obarczonego podobnymi zarzutami prezydenta sąsiednich Węgier Pala Schmitta, zmuszonego do ustąpienia w ubiegłym miesiącu.

Buta i brak skruchy premiera oskarżanego o oszustwo mogą być źle odebrane przez Rumunów, których styczniowe protesty odbywały się m.in. pod hasłami bardziej moralnej polityki. Jedno jest pewne – następne tygodnie w rumuńskiej polityce również nie będą należały do spokojnych.

 

Krzysztof Górski

 

Źródła: adevarul.ro , rtv.net

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE