Home / Baklava / Sadak – czyli kaftan, Saša Kovacević i jego projekty
sasa kovacevic

Sadak – czyli kaftan, Saša Kovacević i jego projekty

Jego przygoda z modą zaczęła się w 2006 roku, kiedy postanowił, że będzie projektował ubrania i założył swoją własną markę. Tworzy w Berlinie, jednak nie zapomina o swoich bałkańskich, serbskich korzeniach. Jego indywidualny, coraz bardziej rozpoznawalny w świecie mody styl, jak sam przyznaje, jest wypadkową wielu wszechstronnych czynników, które on sam określa jako tradycja, antropologia, historia i polityka. Czepie z różnych kultur. Każda jego kolekcja opowiada osobną historię. Każda historia w jakiś sposób powiązana jest z Bałkanami – miejscem dla niego szczególnym, miejscem, z którego pochodzi i do którego wraca poprzez swoją twórczość. Poznajmy zatem nieco bliżej Sašę Kovacevicia oraz jego niezwykłe projekty.

Saša Kovacević urodził się w 1977 roku w miejscowości Gornji Milanovac w środkowej Serbii. Od wczesnego dzieciństwa jego pasją był taniec, marzeniem zaś – występy w balecie. Po wielu życiowych perypetiach (m.in. sprzedawał na czarnym rynku paliwo) udało mu się je w końcu spełnić i wstąpił do belgradzkiego Baletu Narodowego. Niestety, jak wielu jego rówieśnikom, w plany i marzenia Sašy wkradła się wojna. Tańczyłem tam aż do dnia, w którym żołnierze weszli do studia z krzykiem, że nie będzie w tym miejscu więcej tańczenia. To był moment, w którym zdecydowałem się, że ucieknę stamtąd do Berlina – opowiada. W belgradzkiej Akademiji Umetnosti studiował jeszcze projektowanie kostiumów scenicznych, a w 2010 roku ukończył już berlińską Kunsthochschule w zakresie projektowania ubioru. To właśnie z Berlinem związany jest dzisiaj stale, w Berlinie ulokowana jest główna siedziba jego marki SADAK, to Berlin jest miastem, w którym także odnajduje inspiracje. W dziedzinie projektowania kostiumów, którego uczył się w Belgradzie, osiągnął już całkiem wiele. Na swojej oficjalnej stronie internetowej podaje, że był jednym z projektantów, których kostiumy grały m.in. w kasowym kinowym hicie Igrzyska śmierci. Ponadto stworzył kostiumy do wielu przedstawień teatralnych i projektów tanecznych, wystawianych na całym świecie. Powracając do mody, za projektantów, pod których wielkim wpływem pozostaje, uważa on Alexandra McQueena, Husseina Chalayana, Vivienne Westwood oraz Waltera van Beirendoncka – w ich kolekcjach także napotkać możemy na motywy etniczne, będące niejako jedną z podstaw projektów Sašy. Wszyscy wymienieni wyżej projektanci są jego zdaniem bardzo innowacyjni, a jest to cecha, którą najbardziej ceni sobie w tym zawodzie. Nie uważa jednak, że ma określoną konkretną ikonę stylu. Styl definiuje on sam jako umiejętność zwracania uwagi na obowiązującą modę, ale i posiadanie krytycznego do niej stosunku – styl wcale nie musi ślepo podążać za tym, co nazywane jest często aktualnymi trendami.

Warto pokrótce wyjaśnić, skąd wzięła się sama nazwa jego marki. Sadak był dość rozpowszechnionym na obszarze Bałkanów rodzajem długiego żeńskiego grubego wełnianego kaftana, zazwyczaj pozbawionego rękawów i guzików. Jest to oczywiście nazwa serbska – w innych regionach na ten sam element stroju mawiano zubun, curdija czy zoban. Były one niezwykle popularne w regionach zamieszkałych przez południowych Słowian, przede wszystkim w Serbii, Bośni i Dalmacji, ale także w Macedonii, Czarnogórze, Kosowie oraz północno-zachodniej Albanii oraz południowo-zachodniej Bułgarii. Jeszcze do czasów międzywojennych był to bardzo powszechny strój codzienny, wówczas jednak zaprzestano ich masowego szycia. Stało się to prawdopodobnie z niezwykle praktycznego powodu. W wyniku dużej ilości ofiar wojennych wśród mężczyzn, na kobiety spadły nowe, dotychczas do nich nienależące obowiązki, które pozbawiły je czasu potrzebnego na własnoręczne przygotowywanie sobie tradycyjnych strojów. W związku z tym sadaki straciły status stroju codziennego, zaczęto ubierać je już raczej tylko jako rodzaj stroju odświętnego. Do tego czasu noszono je przez cały rok, zarówno zimą, jak i latem, dobierając jedynie odpowiednią do pory roku długość. Kolor kaftana zależał zwykle od regionu, w jakim był noszony – na ternie Serbii kobiety nosiły raczej białe, dłuższe sadaki. Ich cechą charakterystyczną jest różnorodność naszywanych ręcznie ornamentów. Jednym z nich, niezwykle popularnym, jest tradycyjny motyw kwiatu, który został wykorzystany przez Sašę przy tworzeniu logo marki.

Wróćmy jednak do samego projektanta. Przełomem stał się dla niego berliński tydzień mody w 2009 roku. Saša, w tamtym czasie jeszcze student projektowania, zaprezentował swoje prace po raz pierwszy szerszej publiczności – kolekcja o nazwie Lapot odbiła się wówczas szerokim echem, dając jej autorowi stałą przepustkę do świata wielkiej mody. Pierwowzorem dla niej stał się pewien praktykowany w dawnej Serbii rytuał. Polegał on na tym, że rodzina miała prawo do zabicia jej najstarszych członków, jeśli – brutalnie rzecz ujmując – nie byli oni dla niej już w żaden sposób przydatni (np. nie mogąc na jej rzecz pracować) i utrzymanie ich stanowiło zbyt duże finansowe obciążenie. Odbywał się on zwykle za pomocą siekiery lub zwykłego kija, a do uczestnictwa w nim zapraszano wszystkich mieszkańców wsi. Ważne jest, że w czasie lapotu wszyscy członkowie rodziny, która w nim uczestniczyła (w tym osoba wyznaczona do rytualnego zabójstwa), zobowiązani byli do założenia swoich najlepszych ubrań, wydarzenie to traktowane było jako wielka uroczystość. Jest to rytuał, który znany i praktykowany był poza Serbią także w wielu kulturach, m.in. w Japonii, Indiach, ale i Skandynawii. Saša, w pewien sposób zafascynowany tą – delikatnie mówiąc – osobliwą praktyką, stworzył w oparciu o niego serię ubrań utrzymanych w ciemnych, stonowanych barwach, z wykorzystaniem różnorodnych materiałów, zarówno błyszczących tkanin, jak i futrzanych (oczywiście z futra sztucznego) wykończeń. Ta kolekcja, według Sašy, także łączy wyraźnie elementy z przeszłości ze stylem, który można nazwać fashion-forward – wyprzedzającym modę, która to cecha – jak się przekonamy – jeszcze niejednokrotnie pojawi się w jego projektach.

Kolejną niezwykle ciekawą kolekcją, o której warto wspomnieć, jest Mendeš, przygotowany na sezon jesienno-zimowy 2013-2014. Można powiedzieć, że inspirowana została prawdziwymi wydarzeniami, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób nie jest przypadkowe. Jej motywem przewodnim jest postać Miloša Mendeša, przyjaciela Sašy. Faktów o jego życiorysie znamy niewiele, wiemy jedynie, że wychowywał się w ogarniętej wojną Bośni, po czym mniej więcej w tym samym czasie co Saša wyemigrował (prawdopodobnie wraz z rodziną) do Rotterdamu, gdzie mieszka do dziś. Przygotowując swoją kolekcję, Saša analizował ewolucję, jaka dokonywała się w ubiorze Miloša na przestrzeni lat. Porównywał jego zdjęcia z czasów dzieciństwa ze stylem, jaki prezentuje dzisiaj, jako mieszkający na przedmieściach zachodniego miasta emigrant. Kolekcja jest niezwykle różnorodna. Mamy tam więc zatem nowoczesne kroje i wzory, różnokolorowe tkaniny, ale także dodatki takie jak fezy i buty na koturnach stylizowane na należące do japońskiej gejszy. Skąd takie, wydające się być dziwnym i niespotykanym, bałkańsko-azjatyckie połączenie? Saša w swoich projektach uwielbia bawić się inspiracjami pochodzącymi z różnych kultur, szukać między nimi dialogu i łączyć je ze sobą w niekonwencjonalny sposób. Szczególnie bliska, poza bałkańską, jest mu właśnie kultura japońska. Przykładem niech będzie również aktualna, wiosenno-letnia kolekcja 2014 In a liminal space, w której zestawia tradycyjne serbskie haftowane sukienki z wzornictwem zaczerpniętym niemal wprost z japońskiej epoki Edo. Kolejną jego serbsko-japońską kolaboracją była męska kolekcja wiosna-lato 2013, nazwana Dororo. Łączyła ona tradycyjne serbskie wzornictwo haftowanych koszul z ilustracjami rodem z japońskiej mangi lat 60. autorstwa Osamu Tezuki, którego twórczością Saša jest zafascynowany.

Kolekcją, której nie sposób pominąć w twórczości Sašy, jest wnikliwie przygotowywana I am a good socialist. Projektowanie jej zaczął od analiz nad jugosłowiańską modą lat sześćdziesiątych, którą starał się przenieść do dwudziestego pierwszego wieku. Osiągnął to dodając jej nieco elementów współczesnych, jak zimne, metaliczne kolory czy geometryczne, kanciaste formy, ale też wręcz futurystycznych, jak użycie wielofunkcyjnych kurtek, noszonych na różne sposoby. Jednocześnie jednak nie odejmuje niczego z konkretnych czasów, z których została zaczerpnięta. O tej kolekcji także można powiedzieć, że łączą się w niej przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Jej oficjalny lookbook stworzony został przez berlińskiego fotografa Daniela Bolligera, z którym Saša współpracuje dość często. Przy okazji kolekcji powstał także krótkometrażowy, trwający niecałe pięć minut film Ex-land. W filmie Saša, wraz z reżyserem Felipe Frozzą, ukazuje fikcyjny kraj, którego władca i pierwsza dama (spoglądający na widzów z ruchomych ściennych obrazów), a także niektórzy z obywateli ubrani są w stroje z jego kolekcji. Ex-land posiada także spisaną przez projektanta własną modową konstytucję, która określa, że ludzie, poprzez noszony ubiór, mają prawo wyrażać własne poglądy, a co za tym idzie wzmacniać idee demokracji i indywidualności. Saša, poprzez dołączenie do swojej kolekcji dodatku w postaci tego filmu sprawia, że moda z produktu czysto komercyjnego staje się formą sztuki i manifestu. Moda jest u niego polityczna i posiada wielką moc – moc zmieniania świata i przeobrażania społeczeństwa.

Na sezon wiosna-lato 2012 z kolei Saša zaprezentował kolekcję o nazwie Apocalypse, do której inspirację znalazł, jak nietrudno się domyśleć, w biblijnej Apokalipsie św. Jana – Księdze Objawienia. Saša opowiada o niej magazynowi Vice w następujący sposób: Zaczerpnąłem trochę pomysłów z samej historii objawienia, do których dołączyłem ilustrujące ją grafiki nadrukowane na tkaniny (…) Nazwałem je Szatami Zbawienia, Odzieniem Radości, bo chciałem, żeby cała kolekcja pokazywała to, jak bardzo łączą się ze sobą apokalipsa i zachwyt. Te projekty mogą być traktowane jako surrealistyczne nawiązanie zarówno do zbawienia, jak i transcendencji, ale także jako połączenie wielowiekowych systemów wierzeń z postmodernistycznym science fiction (…) Jej głównym założeniem wcale nie było, aby wyglądać na uosobienie zła. Ma przede wszystkim reprezentować spokój i duchową radość (…) Analizowałem ubrania z okresu bizantyjskiego, w tym ubrania prawosławnych mnichów. Oni nadal prowadzą bardzo rygorystyczny styl życia, a nadrzędnym dla nich celem jest modlitwa za cały świat i zbawienie ludzkości. We wschodnim chrześcijaństwie są dwa podstawowe elementy stroju – szata, czyli „isorassa” i nakrycie głowy „skoufos”, które występują tylko w jednym obowiązującym stylu. Założeniem mojej kolekcji było połączenie tych czarnych szat z nadrukami rodem z Apokalipsy. Widać tu kolejne już u niego swobodne łączenie wątków z przeszłości i teraźniejszości oraz wielość stosowanych materiałów – w kolekcji wykorzystane zostały m.in. skóra, jedwab i bawełna. Jest to też kolejny już przykład na to, jak ważna jest dla niego tradycja regionu, z którego pochodzi. Ostatnim tego typu przykładem niech będzie kolekcja o nazwie Klepthis. Tu z kolei Saša zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni do Grecji pod panowaniem Imperium Osmańskiego. Na podstawie przeprowadzonych analiz ówczesnej sytuacji politycznej w tamtym regionie stworzył kolekcję opartą o stroje odpowiadające tym, jakie Grecy nosili na początku dziewiętnastego wieku w czasie swojej wojny o niepodległość – w połączeniu oczywiście z nieodłącznymi u Sašy elementami współczesnymi.

Głównym mottem, jakim Saša Kovacević opatrzył swoją markę jest duma z indywidualności. Nie da się ukryć, że jego projekty skierowane są raczej do odbiorców odważnych, takich, którzy najbardziej cenią sobie właśnie indywidualny styl, wymykający się wszelkim obowiązującym w danym czasie trendom, prądom w modzie, czy jakkolwiek by ich nie nazwać. Mimo że od lat mieszka i pracuje w Niemczech, Saša nieustannie szuka inspiracji, odnosząc się do swoich bałkańskich korzeni, zarazem przybliżając serbskie tradycje i kulturę zachodniemu odbiorcy. Stara się przede wszystkim, aby każda jego kolejna kolekcja była zamkniętą historią, którą śmiało można by nazwać dziełem sztuki. Zdecydowanie warto śledzić jego dalsze poczynania w świecie mody i cieszyć się, że kolejna młoda uzdolniona osoba pochodząca z Bałkanów zaczyna go podbijać.

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE