Home / Baklava / Balkantroter / Save Radika! – macedońska diaspora w walce o przyrodę i demokrację
Foto: Karolina Bielenin-Lenczowska
Foto: Karolina Bielenin-Lenczowska

Save Radika! – macedońska diaspora w walce o przyrodę i demokrację

            Zachodnia część Republiki Macedonii to górzysty teren z wąskimi, głęboko wciętymi dolinami rzek. Jedną z takich rzek jest Radika. Wypływa ona w południowej części Szar Planiny (Kosowo), płynie przez zachodnią Macedonię i uchodzi do sztucznego Jeziora Debarskiego na Czarnym Drinie. Część doliny Radiki leży na obszarze Mawrowskiego Parku Narodowego, najstarszego w Macedonii, powstałego w 1949 roku.

            W zachodniej Macedonii od kilku wieków jednym z głównych sposobów zarobkowania jest migracja. Dawniej była to migracja sezonowa mężczyzn, tzw. peczalba albo gurbet. Obecnie migrują całe rodziny i częściej niż tych dawnych określeń używa się słowa „iseluvanje” (wychodźstwo). Taki wzorzec migracji zaczął być powszechny na początku lat 90. XX wieku, najpierw jako mobilność mężczyzn (większość z nich przez pierwsze lata nie miała udokumentowanego statusu ani pozwolenia na pracę), potem zaczęto sprowadzać rodziny. Jedną z bardziej pożądanych destynacji są północne Włochy. Szacuje się, że mieszka tam kilkanaście tysięcy obywateli Macedonii[1], w większości są to macedońskojęzyczni muzułmanie, ale również prawosławni Macedończycy, Albańczycy i Turcy. Mężczyźni pracują najczęściej w budownictwie, podczas gdy kobiety rzadko pracują zarobkowo, zwykle zajmując się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci.

            W 2008 roku powstały plany wybudowania na obszarze Mawrowskiego Parku Narodowego dwóch elektrowni wodnych – Boškov Most i Lukovo Pole. Pierwsza inwestycja ma być finansowana przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, druga przez Bank Światowy. Jak oceniają przedstawiciele organizacji ekologicznych, np. Eko-Svest z Macedonii czy niemiecka fundacja EuroNatur, wybudowanie dwóch tam (jedna pond 30m, druga ponad 70m wysokości) i utworzenie potrzebnej infrastruktury zajmie obszar blisko 4,5 tysiąca ha. Spowoduje to poważne zagrożenie dla żyjących tam gatunków roślin i zwierząt – w tym rysia bałkańskiego (Lynx lynx balkanicus), który w Mawrowskim Parku Narodowym ma jedno z ostatnich siedlisk na świecie. Ponadto, tamy spowodują osuszenie i zanieczyszczenie rzek i źródeł położonych powyżej, co z kolei zagraża bioróżnorodności całego regionu. Argumentem przeciwko projektom Boskov Most i Lukovo Pole jest również to, że obszar całego Mawrowskiego Parku Narodowego został zgłoszony do objęcia europejskim programem ochrony Natura 2000. Wybudowanie tam dwóch dużych elektrowni wodnych spowoduje, że istnienie tam takiej formy ochrony przestanie mieć sens. A władze parku zapowiadają zmiany w programie ochrony przyrody w Parku tak, aby wybudowanie elektrowni nie naruszało europejskiego prawa. Pojawia się zatem pytanie, kto, jeśli nie osoby pracujące w Parku i lokalne władze, ma chronić przyrodę zachodniej Macedonii? I dlaczego piszę o tym dopiero teraz, gdy buldożery zaczęły już swoją pracę?

 

Foto: Karolina Bielenin-Lenczowska
Foto: Karolina Bielenin-Lenczowska

Diaspora na rzecz Radiki

            Początek 2014 roku to pierwsza w historii migracji macedońskiej do Włoch mobilizacja i wspólne działania przedstawicieli diaspory na rzecz ochrony Mawrowskiego Parku Narodowego, a przede wszystkim rzeki Radiki, nad którą ulokowane są wsie rodzinne migrantów. Dopiero w tym czasie bowiem informacja o planowanych inwestycjach została podana do wiadomości publicznej. Jak się okazuje, przedstawiciele lokalnych władz gminy Mavrovo-Rostusze i pracownicy parku już od 2008 roku wiedzieli o projektach, ponieważ uczestniczyli we wszystkich spotkaniach z nimi związanych.

            A zatem dopiero teraz, na początku 2014 roku, z inicjatywy kilku osób mieszkających w Rawennie i okolicy, zaczęto zbierać dokumentację związaną z projektami i organizować spotkania w celu podjęcia wspólnych działań. Na spotkania te przychodziły między innymi starsze osoby pochodzące z okolic Debaru, którzy pamiętają budowę sztucznych jezior – Debarskiego i Mawrowskiego. Potwierdzają oni zmiany w przyrodzie i krajobrazie, jakie spowodowały te budowy. Pamiętają, że dawniej rzeka Radika była jeszcze większa niż obecnie oraz że na miejscu dzisiejszego Jeziora Debarskiego były żyzne pola uprawne. Postanowiono zorganizować pokojowy marsz protestacyjny w  Mestre k. Wenecji, ponieważ tam znajduje się konsulat Macedonii i jest to miejsce, do którego łatwo dojechać z różnych miast północnych Włoch. W tym celu powstały dwie strony na Facebooku – informacyjna Rekanska Dijaspora za Radika oraz promująca wydarzenie: Protesten marsh protiv proektite: „Lukovo Pole” i „Boskov Most” (pisownia oryg.).

            Marsz odbył się ósmego lutego 2014 roku. Mimo że minęły niecałe trzy tygodnie od pierwszego spotkania organizatorów i większość przygotowań odbyło się poprzez Facebooka, manifestacja przyciągnęła blisko tysiąc osób. Byli to zarówno macedońskojęzyczni muzułmanie, jak i Albańczycy, Turcy i Włosi. Oraz jedna Polka. I mimo że na spotkania organizacyjne przychodzili wyłącznie mężczyźni, w marszu wzięły udział całe rodziny, niektóre nawet z małymi dziećmi. Organizatorzy zadbali o wynajęcie autobusów dla protestujących oraz o zapewnienie bezpieczeństwa przez policję w Mestre. Marsz był bardzo spokojny. Przeszliśmy spokojnie ulicami miasta, niosąc transparenty w trzech językach – macedońskim, albańskim, tureckim, włoskim i angielskim. Szczególnie wymowny był baner „Stop deviazione fiume Radika – Macedonia. Water is life, water is our life” z flagami: włoską, macedońską, unijną, albańską i turecką, niesiony przez kilkuletnie dzieci. Pod konsulatem zostało odczytane w trzech językach (po macedońsku, włosku i albańsku) bardzo emocjonalne pismo macedońskiego dziennikarza Nikoli Pisarewa. Oto jego fragmenty:

            Odkąd rozpoczęliśmy tę inicjatywę cały czas stawiane jest jedno pytanie: Czy ktoś ma prawo ukraść całą rzekę? Czy ktoś ma prawo zabrać wodę oznaczającą życie ponad 30.000 mieszkańców regionu, który nawet nazwę zawdzięcza rzece Radice? Czy ktoś ma prawo decydować za innych, czy ten ktoś ma prawo niszczyć Park Narodowy, czy w końcu człowiek ma prawo niszczyć ostatnie miejsca niedotknięte ludzką ręką? (…)

Pomyślcie tylko, że Radika mogłaby zniknąć lub że z powodu budowy zapory Lukovo Pole jej zasoby wodne zmniejszyłyby się tak bardzo, że nie dopływałaby nawet do Debaru. Jak wielką katastrofa byłoby to dla naszego regionu, jaką katastrofą by to było dla naszych rodaków w kraju. Co powiemy naszym dzieciom, wnukom, jeśli Radika przestanie istnieć? Jak im wyjaśnimy, ze nasz region niegdyś był jednym z najpiękniejszych w Europie, ale my nie zrobiliśmy absolutnie nic, by go ochronić, by ochronić jego największy skarb – rzekę Radikę. Czy moglibyśmy mieć odwagę w ogóle stanąć przed naszymi dziećmi, wnukami i prawnukami i powiedzieć – Wybaczcie, nie ochroniliśmy dla was rzeki, przyszli jacyś amatorzy łatwych bogactw i dla 60 megawatów energii ukradli nam rzekę, która miliony lat płynęła przez nasze wsie, pod naszymi oknami i przez nasze łąki. (…)

Jednak problemem nie jest wyłącznie zbrodnia ekologiczna. Dla nas są kwestie o wiele ważniejsze od ekologii. Bez Radiki Rekańcy stracą swoją tożsamość, a Debarczanie utraca jezioro. (…)

Czy ma ktoś prawo zabrać rzekę? I to zabrać rzekę nam, Rekańcom? W kraju mówi się o tożsamości. Tożsamość jest ważna, ale czy także my, Rekańcy, mamy do niej prawo? Czy rządzący myślą, że mogą sprzedać Radikę, a Rekańcy mogą pozostać Rekańcami bez rzeki. (…)

Dlatego, drodzy przyjaciele, musimy wszyscy razem, nieważne gdzie jesteśmy, zabrać głos, by uchronić naturalny bieg Radiki takim, jakim wymyślił go Bóg a stworzyła Matka Natura. Nie możemy ustąpić pod wpływem nacisków i szantaży. Nie możemy ustąpić, bo to jest rzeka, która nas wszystkich wiąże. Radika jest rzeką naszej młodości, rzeką, przy której upłynęły najpiękniejsze lata naszego życia. To tu łowiliśmy pierwsze ryby, tu piliśmy pierwsze piwo. Pod drzewami rosnącymi wzdłuż Radiki ukryte są nasze sekrety pierwszych pocałunków, pierwszej miłości, pierwszych kroków naszych dzieci. Na jej brzegach leżą groby naszych przodków. W niej są ukryte tajemnice naszego istnienia, w niej zapisane są nasze męki i bóle, nasze wojny. Ona jest żywym świadkiem naszych codziennych walk o godne jutro, o przyszłość następnych pokoleń[2].

            Mimo że konsulat został powiadomiony o manifestacji oraz że ktoś był w budynku (zza firanki w oknie widać było czyjąś głowę), nikt nie wyszedł do protestujących. To potwierdziło tylko gorzkie słowa wielu moich rozmówców, że zarówno w Macedonii, jak i we Włoszech są obcy i nikogo, a szczególnie macedońskiego państwa, nie obchodzi ich los.

Foto: Karolina Bielenin
Foto: Karolina Bielenin-Lenczowska

Dla demokracji, przeciwko marginalizacji

 

            Większość mieszkańców regionów położonych nad Radiką, to jest Reki, Debaru i Żupy, to macedońskojęzyczni muzułmanie, Albańczycy i Turcy. A zatem, w stosunku do prawosławnej większości, są oni przedstawicielami mniejszości. Podczas gdy Albańczycy i Turcy są uznanymi przez państwo wspólnotami, mającymi swoje prawa i wsparcie instytucjonalne, macedońskojęzyczni muzułmanie są grupą szczególną. Część z nich deklaruje się bowiem jako odrębna grupa etniczna (Torbesze), część jako Macedończycy, jeszcze inni jako Albańczycy lub Turcy. W dyskursie publicznym Macedonii uznawani są oni za Macedończyków i nazywani Macedończykami muzułmanami, macedońskimi muzułmanami czy zislamizowanymi Macedończykami. Za ich odrębnością etniczną opowiada się m.in. parta polityczna PEI (Partija za Evropska Idnina; Partia na rzecz Przyszłości Europy), która żąda zapisu w konstytucji Republiki Macedonii, że Torbesze są odrębną wspólnotą. Wtedy, jak argumentują przedstawiciele tej partii, mieliby oni prawo do korzystania z tzw. kwot etnicznych, czyli ustalonych dla każdej wspólnoty miejsc pracy w administracji publicznej czy na uczelniach. Problem w tym, że PEI wcale nie ma dużego poparcia wśród macedońskojęzycznych muzułmanów i jest partią raczej marginalną. A macedońskojęzyczni muzułmanie czują się opuszczeni przez państwo, pozbawieni wsparcia i wykluczeni z życia publicznego. Szczególnie dotkliwie odczuwają to przedstawiciele diaspory, którzy twierdzą, że Macedonia zmusiła ich do emigracji (nie dając możliwości zarobkowania w kraju) i wcale nie zachęca do powrotu ani do angażowania się jej na rzecz. Świadczy o tym np. to, że nie ułatwia się migrantom procedur głosowania w wyborach za granicą (migranci twierdzą, że wystarczyłoby wyboru organizować w sierpniu, gdy wszyscy wracają do Macedonii) czy nie wspiera planów inwestycyjnych. Wręcz przeciwnie, twierdzą, wymogi biurokratyczne uniemożliwiają załatwienie wielu spraw z zagranicy, a wszechobecna korupcja układy polityczne zniechęcają do podejmowania jakichkolwiek aktywności.

            Dlatego działania na rzecz rzeki Radiki mają również swój wymiar polityczny. Istotne jest to, że protest popiera przede wszystkim diaspora, a nie ci, którzy pozostali w Macedonii. Miesiąc po marszu w Mestre, odbyło się spotkanie obywateli Macedonii w Zurichu. Wprawdzie jak mówił jeden z organizatorów marszu w Mestre, a równocześnie przewodniczący partii SDSM (Socjaldemokratski Sojuz na Makedonija, Socjaldemokratyczna Unia Macedonii) w Rawennie, Faton Asani: „Nie jesteśmy tutaj z żadnej partii. Jesteśmy tu, żeby bronić Radiki”, protest był również formą walki o demokrację w Macedonii. Protestujący domagają się od państwa rzetelnej informacji na temat planowanych inwestycji, a także przeprowadzenia regionalnego referendum wśród mieszkańców.

            Jak wspomniałam, mimo że plany budowy tam powstały w 2008 roku, dopiero teraz zostały one podane do wiadomości publicznej. Mimo że lokalne władze i pracownicy parku widzieli o inwestycjach, nie poinformowały o nich mieszkańców. Milczenie w tej sprawie  tłumaczone jest skorumpowaniem władzy w Macedonii i związanym z tym lękiem przed utratą pracy. Teraz (głównie poprzez stronę gminy Mavrovo-Rostusze na Facebooku) lokalni politycy argumentują to tym, że inwestycje będą korzystne dla gminy. Mówi się zatem o nowych miejscach pracy, poprawie infrastruktury drogowej czy zmniejszeniu uzależnienia Macedonii od dostawy energii z zewnątrz. Protestujący z kolei uważają, że tych miejsc pracy nie będzie wiele (mówi się o kilku), a zniszczony zostanie krajobraz i zubożeje ekosystem. Ponadto podnoszą argument wspomniany wyżej w piśmie Nikoli Pisarewa – Rekańcy bez rzeki Radiki stracą swoją lokalną tożsamość.

            Działania na rzecz Radiki pokazują, że przedstawiciele migracji z Macedonii po 1991 roku, zaczynają się organizować. Jeszcze rok temu w Rawennie nie było żadnego formalnego zrzeszenia – wszystko odbywało się kanałami nieformalnymi, poprzez sieci społeczne utworzone na przestrzeni dwudziestu lat, a pochodzące jeszcze z Macedonii. W innych miastach, jak np. w Gemonie del Friuli (Insieme-Zaedno), są stowarzyszenia promujące przede wszystkim kulturę tradycyjną i folklor Macedonii oraz integrujące diasporę. Obecnie trwają rozmowy nad powołaniem stowarzyszenia, który miałby na celu nie tylko promować kulturę Macedonii za granicą, ale także mieć realny wpływ na sytuację w samej Macedonii, a także na swoją własną pozycję społeczną i polityczno-prawną we Włoszech. Wymowne jest tu samo słowo „diaspora”, w zasadzie do tej pory przez migrantów z Macedonii do krajów europejskich nie używane – okazuje się bowiem, że oni sami uznali już siebie nie za migrantów czasowych, ale za wychodźców. Wielu z nich ma już obywatelstwo Włoch czy innych krajów Unii Europejskiej i zapewne do Macedonii nie wrócą. Ich dzieci mówią lepiej po włosku niż po macedońsku. A jednak zależy im na losie kraju, do którego co roku w sierpniu przyjeżdżają, gdzie organizują wesela i inne uroczystości rodzinne, budują domy i spotykają się z bliskimi.

Autorką tekstu jest Karolina Bielenin-Lenczowska – antropolożka pracująca na Uniwersytecie Warszawskim, od 2006 roku prowadzi badania w zachodniej Macedonii i we Włoszech na temat transnarodowej codzienności macedońskojęzycznych muzułmanów.

[1]    W całych Włoszech mieszka około 90000 obywateli Macedonii.

[2]    Dziękuję Małgorzacie Czyżewskiej za roboczą wersję tłumaczenia tego tekstu.

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE