Home / Bałkany / Grecja / Seks się w Grecji (już) nie sprzedaje

Seks się w Grecji (już) nie sprzedaje

Branża erotyczna, która miała w Grecji silną pozycję stała się ostatnio ofiarą kryzysu – Grecy bowiem o wiele mniej wydają na zabawki erotyczne, pornografię i frymuśną bieliznę.

W miniony piątek odbyły się największe targi erotyczne w kraju, Athens Erotic Dream. W kolejce ustawiło się około 50 osób, głównie młodych mężczyzn. Coroczny show, który w 2008 – w roku bańki ekonomicznej – przyciągnął tłumy, z roku na rok cieszył się  coraz to mniejszym powodzeniem.

Oszczędności, cięcia, bezrobocie, podwyżki podatków – to wszystko odbiło się na wydatkach konsumenckich, a seksbranża odczuwa ich spadek. Liczba wystawców na targach zmnieszyła się o ponad połowę. W piątek było tylko 35 stanowisk. 45 wystawców spośród 90, którzy byli obecni na targach w 2009, zbankrutowało.

– Mieliśmy po 20-30 tysięcy gości, ale w tym roku, nie wiem co będzie – mówi Jorgos Chrysospatis, organizator targów.

Jedynie jedna czwarta spośród 300-400 sex shopów, które istniały w Atenach przetrwała kryzys.

Sprawy mają się źle – mówi Donatos Passaris, 38-latek stojący za ladą zastawioną wibratorami, kremami itp., po czym ucina rozmowę by nie stracić klienta, który właśnie podszedł do stanowiska. Wpływy sex shopów spadły w tym roku o 35% w porównaniu z rokiem ubiegłym, zaś w porównaniu z 2009 – o połowę.

– Zarabiamy po 20 euro dziennie, o ile w ogóle – mówi Marianna Lemnaru, kolejna sprzedawczyni. – Niektórzy klienci po prostu nie mają ochoty na seks, innych nie stać na zakupy u nas. Lemnaru dodaje, że od czasu patowych wyborów 6. maja, sprzedaż zupełnie zamarła.

Kłopoty w branży erotycznej i pornograficznej odzwierciedlają problemy gospodarki kraju. Erotyka opiera się w dużej mierze na drobnych firmach rodzinnych, które uzależnione są z kolei od zagranicznych dostawców i muszą sprostać konkurencji z zagranicy. W odróżnieniu od innych krajów europejskich gdzie sex shopy znajdują się w centrum miasta i wzdłuż głównych alei handlowych, w Grecji położone są one raczej na jego obrzeżach i walczą z „brudnym” wizerunkiem. Niemal wszystkie mieszczą się w brzydkich betonowych kwadratowych budyneczkach, albo znajdują się nad myjniami samochodowymi, czy fast-foodami gdzieś w oddalonych od „ładnych” dzielnic zaułkach miasta.

Od czasu kiedy Grecja weszła do euro, problemem jest również konkurowanie z tańszymi rywalami.

– Chińczycy i Turcy nas wykańczają – mówi Lefteris Papadopulos, który przecenia bieliznę: figi, pasy i pończochy na 5-10 euro. Odwółując się do lokalnego patriotyzmu oznaczył swój stand plastikowymi flagami Grecji i napisem „Made in Greece”.

Swego czasu w Grecji istniał również niewielki, ale dobrze prosperujący przemysł pornograficzny. Zatrudniał około tysiąca osób, wliczając w to aktorów, fotografów i kamerzystów. W latach 80. filmy były zazwyczaj kręcone na odludnych piaszczystych plażach. Dodawano do nich angielski dubbing i wysyłano na eksport. Darmowa pornografia internetowa zmieniła tę sytuację, tak jak i zalew produkcji z Europy Środkowo-Wschodniej.

– Obecnie pięć na siedem gwiazd porno w Grecji pochodzi z Węgier – mówi Chrysopatis.

Na targach pojawiła się tylko jedna firma produkcyjna i promuje swój najnowszy film stworzony z myślą o zagranicznym odbiorcy: „Seduction on Santorini” ma przyciągnąć miłośników tej – niezwykle popularnej wśród turystów – wyspy.

Nie wszyscy na targach są jednak w ponurych nastrojach – 33-letnia Antygona Koi, psycholog wykształcona w Stanach, znalazła własną niszę biznesową. Dwa lata temu zaczęła udzielać lekcji pole-dance, czyli tańca na rurze: Greczynkom, a ostatnio nawet i Grekom.

– Jedynie niewielki ułamek spośród nich przychodzi by zostać striptizerkami – mówi Koi.

Jest to jednak jedynie jaskółka, która jak wiadomo, wiosny nie czyni. Ogólnie perspektywy na przyszłość są raczej niewesołe. Dodatkowo, powrót do drachmy, którego wielu się obawia, zniszczyłby zupełnie branżę. Niemal wszystkie seks-zabawki sprzedawane w Grecji pochodzą z importu: z Niemiec i, uwaga!, z Polski. Zdewaluowana drachma sprawiłaby, że byłyby zbyt drogie. Passaris przewiduje:

– Wibrator, który teraz kosztuje 20, musiałby kosztować 50 euro

 

Tekst: athensnews.gr, ethnos.gr

About Olimpia Dragouni

Redaktor naczelna portalu Bałkanistyka.org. Autorka doktoratu o Macedonii (UW), badaczka islamu na Bałkanach. Prywatnie pół-Greczynka. We are the Borg. Resistance is futile.
KOMENTARZE