Home / Baklava / Serbia: Między Rosją a UE
ue-kontra-rosja

Serbia: Między Rosją a UE

Czy Serbia może wykorzystać fakt, że znalazła się w swoistym „rozkroku” między Unią Europejską, a Rosją? Są tacy, którzy uważają, że tak.

Spory rozgłos w serbskich i światowych mediach zyskała wypowiedź Dušana Siđanskiego, dotychczasowego specjalnego doradcy przewodniczącego Komisji Europejskiej, który wygłosił ciekawą tezę podczas swojego pobytu w Belgradzie na Forum Bezpieczeństwa. „Serbia może pogodzić Unię Europejską i Rosję” – oświadczył mianowicie Siđanski.

Jakim sposobem miałoby to nastąpić? Zdaniem serbskiego profesora, można wykorzystać do tego fakt, że w przyszłym roku Serbia będzie sprawować przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Argumentował, że będzie to szansa, by Serbia mediowała w rozmowach między Rosją a UE w celu „wygładzenia” tych relacji.

Do tej pory słychać było głównie głosy, że Serbia może tylko stracić na tym, że znajduje się między młotem a kowadłem – między naciskami Rosji z jednej strony, a naciskami Unii Europejskiej – z drugiej. O tym, że nie jest łatwo lawirować politycznie między Rosją a UE w sytuacji ukraińskiego kryzysu, Serbia przekonała się całkiem niedawno. Serbscy politycy musieli w końcu określić swój stosunek do planów rozbudowy omijającego Ukrainę gazociągu South Stream. Komisja Europejska była krytyczna wobec tej inwestycji. Ostatecznie w zeszłym tygodniu premier Serbii Aleksandar Vučić oświadczył, że Serbia będzie uzależniać budowę gazociągu od porozumienia między UE a Rosją w tej sprawie.

Wcześniej Serbia nie przyłączyła się do gospodarczych sankcji wobec Rosji, nałożonych przez państwa UE w związku z polityką Kremla wobec Ukrainy. Co ciekawe, Dušan Siđanski skrytykował w ogóle sam projekt sankcji. Nazwał je wręcz „wielkim błędem”. Jego zdaniem, z powodu nałożenia tych sankcji cierpią nie tyle podmioty rosyjskie, co same kraje Unii, które tracą możliwość eksportowania swoich produktów. Serbscy obserwatorzy pytali też profesora, czy uważa, że Serbia może mieć problemy na drodze do członkostwa w UE, jeśli nie przyłączy się do sankcji wobec Rosji. – Trzeba powiedzieć jasno, że takie sankcje byłyby niszczące dla serbskiej gospodarki – oświadczył Siđanski. I zaznaczył, że nie będąc jeszcze członkiem UE Serbia nie musi dostosowywać się do decyzji o wprowadzeniu sankcji.

W jednym nie można się z Siđanskim nie zgodzić. Serbii niewątpliwie byłoby bardzo na rękę załagodzenie napięć na linii Rosja – UE. Póki co, rząd w Belgradzie stosuje politykę lawirowania między jednym a drugim potężnym partnerem, ale pozostawanie w takim „szpagacie” łatwe nie jest. Skutecznie grać w takim rozkroku potrafi może na tenisowym korcie Novak Djoković, ale nie muszą tego umieć serbscy politycy.

Na początku października minister spraw zagranicznych Ivica Dacić wyszedł z propozycją połączenia Serbii i Rosji pewną formą ograniczonej strefy wolnego handlu. Mogłaby ona w założeniu objąć niektóre produkty spożywcze, ale także m. in. samochody. Z kolei Rosjanie podkreślili gotowość do zainwestowania w najbliższym czasie wielkich sum w Serbii, m. in. w modernizację kolei.

Z drugiej strony, Serbia robi kolejne kroczki w stronę integracji z Unią, postępy tego kraju opisano w opublikowanym w zeszłym tygodniu przez Komisję Europejską raporcie.

Tymczasem w połowie października do Belgradu przybędzie z wizytą sam Władimir Putin. Ma on być honorowym gościem na paradzie wojskowej z okazji 70. rocznicy wyzwolenia Belgradu. Politycy UE oficjalnie próbują przekonywać, że przyjęcie z pompą rosyjskiego prezydenta przez Serbów nie będzie się kładło cieniem na wizerunku Serbii w UE. Tak przynajmniej zapewniał niedawno austriacki minister spraw zagranicznych Sebastian Kurz.Jak będzie naprawdę, przekonamy się po samej wizycie.

About Justyna Krupa

Doktorantka na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, mająca również doświadczenie w dziennikarstwie. Piszę głównie o Chorwacji i Serbii.
KOMENTARZE