Home / Polityka / Serbia: Tadić v. Nikolić 2012

Serbia: Tadić v. Nikolić 2012

Autorka: Anna Kasprzak

 

Uczucia z pogranicza déjà vu dozna 20 maja, podczas drugiej tury wyborów prezydenckich, wielu serbskich wyborców. Nieprzerwanie bowiem od 2004 roku, co cztery lata, do dogrywki o fotel prezydenta Serbii stają ci sami kandydaci. Do tej pory, za każdym razem kończyła się ona zwycięstwem dla demokraty Borisa Tadicia. Niestrudzony jednak dotychczasowymi porażkami postępowiec Tomislav Nikolić, za cel wyborów w 2012 roku obrał przerwanie złej passy. Wiele wskazuje jednak na to, że jego niedzielne zwycięstwo pozostanie li tylko jamais vu.

Kolejne ankiety przeprowadzane po pierwszej turze wyborów wskazują na coraz większą przewagę Tadicia nad Nikoliciem. 6 maja uzyskali kolejno 25,31% oraz 25,05%. Żadne z najnowszych badań nie daje już liderowi Serbskiej Partii Postępowej najmniejszych szans w drugim starciu z Tadiciem. Przewaga demokraty w zależności od sondażowni wynosi od ośmiu do nawet szesnastu procent. Zgodnie z ankietami jednego z najpopularniejszych ośrodków badania opinii w Serbii – Ipsos Strategic Marketing, udział w drugiej turze deklaruje 54,7% badanych. Na Tadicia chce głosować 58% z nich. W przedziale wiekowym od 18 do 29 lat demokratę popiera 57% respondentów, największą popularnością cieszy się on natomiast w grupie między 30 a 44 rokiem życia – 63%. 41% badanych w wieku od 45 do 59 lat na stanowisku prezydenta chętniej widziałoby Nikolicia, natomiast w grupie 60+ cieszy się ona poparciem 46%. W cieniu powyższych preferencji obaj kandydaci wzięli 16 maja udział w wieczornej debacie wyborczej, organizowanej przez państwową telewizję RTS i będącej jednocześnie punktem kulminacyjnym kampanii, kończącej się o północy 17 maja ciszą wyborczą.

Telewizyjna debata skupiła się na ośmiu tematach: przyszłość kraju, polityka zagraniczna, Kosowo, bezrobocie, korupcja, bezpieczeństwo, sytuacja ludzi młodych oraz integracja z Unią Europejską. W mojej ocenie zakończyła się remisem ze wskazaniem na Tadicia, choć nie brak w Serbii komentatorów, którzy opowiadają się za druzgocącym zwycięstwem demokraty. Bez wątpienia na jego korzyść przemawia dużo większe zdecydowanie i pewność w przedstawianiu argumentów. Razi natomiast mnogość i dokładność, co miało być zapewne pierwotnie atutem, przekazywanych informacji – trzy minuty, które wyznaczono kandydatom na każdą odpowiedź okazały się za krótkim czasem do przedstawienia większości przygotowanych odpowiedzi. Tym samym pod względem płynności i dynamiki wypowiedzi Nikolić zdecydowanie wygrywa. Jego ostateczny wynik podwyższa również denerwująca, przerysowana kreacja Tadicia jako „ojca narodu”. Po raz kolejny bowiem sięgnął on po swoją ulubioną rolę, nierzadko strofując oponenta, a nawet zwracając się do niego: „Panie Nikoliciu, oglądają nas zapewne młodzi ludzie, nie używajmy więc tak nieodpowiednich słów, jak kłamstwo”. Mimo wszystko, w ostatecznym rozrachunku, szala zwycięstwa przechyla się jednak na stronę Tadicia, który przedstawił dużo więcej merytorycznych argumentów oraz uniknął niepotrzebnych dygresji i uwag.

Rozpoczynając dyskusję na temat przyszłości kraju, lider postępowców przypomniał słowa poległego na Kosowskim Polu księcia Lazara: „Nie jest ważna siła nieprzyjaciół, którzy nas atakują, ale świętość, której bronimy”. W duchu tego stwierdzenia Nikolić zaatakował kontrkandydata za rozważanie koalicji z liberałami, którzy wprost opowiadają się za uznaniem niepodległości Kosowa. Odwołał się przy tym do preambuły konstytucji z 2006 roku, podkreślającej, iż jest ono integralną częścią Serbii, a winnym za jego jednostronny akt niepodległości uznał właśnie Tadicia. W części poświęconej polityce zagranicznej Nikolić stwierdził natomiast, że o interesy Serbii w dużo większym stopniu dbały dotąd inne państwa aniżeli serbskie władze. Przypomniał przy tym o porozumieniu łączącym jego ugrupowanie i partię Jedna Rosja Władimira Putina oraz niewykorzystanym położeniu geopolitycznym. Opowiadając się z kolei za integracją z Unią Europejską, najwięcej uwagi Nikolić poświęcił odejściu z macierzystej Serbskiej Partii Radykalnej w 2008 roku, z którą poróżniło go właśnie stanowisko wobec unijnej akcesji, oraz konsekwencjach, jakie dla niego i jego rodziny przyniosła ta decyzja, wraz z wydaniem na niego rzekomego wyroku śmierci przez przywódcę radykałów Vojislava Šešelja, przebywającego od dziewięciu lat na „gościnnych występach” w haskim więzieniu. Temat integracji europejskiej, a wcześniej spraw bezpieczeństwa, obnażył właśnie upodobanie postępowca do dygresji oraz słabsze przygotowanie merytoryczne. Umiejętnie wykorzystał to Tadić, przypominając kolejne osiągnięcie swoich dotychczasowych prezydentur.

Głównym przesłaniem demokraty podczas toczonej debaty była wizja Serbii dumnej i szanowanej. Dowodził przy tym, że tylko on zna przepis na osiągnięcie tego celu. Mają temu sprzyjać integracja z UE, kontynuacja polityki kosowskiej i implementacja zaproponowanej przez niego czteropunktowej strategii, rozwój dotychczasowych partnerstw strategicznych (w tym z Chinami, Turcją, Hiszpanią i Włochami) oraz nawiązywanie następnych, poszerzanie wpływów serbskiej dyplomacji, przyciąganie kolejnych inwestycji zagranicznych. Dość komiczna okazała się jednak jego wypowiedź poświęcona tematyce bezpieczeństwa, w której za największe zagrożenie uznał terroryzm, aby po chwili płynnie przejść do tematu wojskowych emerytów. Natomiast największym zarzutem, jaki Tadić kierował pod adresem kontrkandydata była zmienność jego poglądów (czyli nawiązanie do radykalnego rodowodu) oraz przyjęcie poparcia od lidera nacjonalistycznej Demokratycznej Partii Serbii Vojislava Koštunicy, wzywającego do zrezygnowania z integracji europejskiej.

Tematami, które równomiernie wykazały słabość obu polityków okazały się sprawy gospodarcze i społeczne. Część debaty im poświęcona pozwala stwierdzić, że żaden z nich nie wie, jak skutecznie wyprowadzić Serbię z obecnego impasu, zdominowanego przez 25-procentowe bezrobocie, najniższe pensje i emerytury w regionie (Tadić dowodził, że Serbia nie zajmuje jednak pod tym względem ostatnich miejsc) oraz emigrację zarobkową ludzi młodych. Inwestycje, które dotychczasowy prezydent nazwał ratunkiem przed pogłębieniem problemów społeczno-gospodarczych, Nikolić z kolei określił jako zgubne dla państwa, oskarżając Tadicia o wprowadzanie do umów handlowych tajnych klauzul, obciążających finanse publiczne, jak na przykład umowa o produkcji Fiata w Kragujevacu, która miała kosztować państwo miliard euro.

Choć debata telewizyjna obnażyła wiele niedostatków i niespójności w wizjach obu kandydatów, to na długo przed jej emisją było wiadomo, że niewiele ona zmieni w preferencjach wyborczych Serbów oraz w pozycji i wpływach Tadicia w kraju. Od wielu miesięcy jego planem była kolejna prezydentura. Wiedział przy tym, że ponownie jego jedynym rywalem na tej drodze będzie Nikolić. Podejmując się strategii kontynuacji władzy, musiał wkalkulować w to jednoczesne osłabienie i zdyskwalifikowanie kontrkandydata. Tym samym działania, polityka, taktyka oraz monopol Tadicia sprawiają, że Serbii pod jego przywództwem staje się bliżej do republik południowokaukaskich aniżeli „dojrzałej demokracji”. Déjà vu?

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE