Home / Nauka / Serbia: W słowniku zabrakło miejsca na wulgaryzmy

Serbia: W słowniku zabrakło miejsca na wulgaryzmy

 

Ivan Klein

Interesującą dyskusję naukową wywołało nowe wydanie „Słownika frazeologicznego języka serbskiego” Đorđe Otaševicia. Otóż uwagę przykuł fakt, iż zabrakło w nim miejsca na przekleństwa i wulgaryzmy, bardzo mocno zakorzenione w serbskiej mowie i kulturze. Brak ten wywołał spore zainteresowanie i lawinę pytań, na które starali się odpowiedzieć lingwiści.

Autor wyjaśnił, że nie uwzględnił w swoim słowniku wulgaryzmów, gdyż jest konserwatywny i nie podpisałby się pod takim „składem” leksykonu. W opozycji do jego poglądów stoi inny, znany serbski lingwista Ivan Klein. Według niego ta tematyka jest bardzo ciekawa pod względem językowym i jako taka musi istnieć.

– Swego czasu krytykowany był podobny słownik Maticy Serbskiej, jednakże i wulgaryzmy muszą znaleźć swoje miejsce w słowniku. Na świecie istnieją różne słowniki tego typu, a przekleństwa są tam jasno zaznaczone. Dziś w amerykańskich filmach bardzo często słyszymy „fucking”, „shit”, „dick”, które są tłumaczone dosłownie, więc nie jest wielka strata, że nie ma ich w słownikach – wyjaśnia Klein.

Danko Šipka, recenzent omawianego słownika jak i autor „Słownika wyrazów i powiedzeń obscenicznych” optuje za trochę łagodniejszym podejściem:

– W naszym języku jest wiele wulgaryzmów, także taki słownik byłby bardzo niewymierny. Autor jednak ma prawo wyboru, jaki obszar słów wchodzi w skład jego słownika. Tak na przykład w serbsko-angielskim słowniku wyraz „jebać” i jego idiomy zajmują 20 stron. Ten problem teoretycznie można by rozwiązać gdybyśmy założyli, iż wstawiamy tylko najczęściej używane wulgaryzmy. Jednak i tu się pojawia pytanie, które są najczęstsze i najpotrzebniejsze.

 

Źródło: blic.rs

About Katarzyna Ingram

KOMENTARZE