Home / Polityka / Bezpieczeństwo / Serbsko-rosyjska współpraca wojskowa w kontekście „bałkańskiej zimnej wojny”
glassrpske.com
glassrpske.com

Serbsko-rosyjska współpraca wojskowa w kontekście „bałkańskiej zimnej wojny”

Już od 2015 roku mówi się o serbsko-rosyjskim porozumieniu wojskowym. Po szeregu wzajemnych wizyt przedstawicieli obu państw, w kwietniu br. w stolicy Serbii odbyło się posiedzenie serbsko-rosyjskiej międzyrządowej komisji ds. współpracy wojskowo-technicznej. Miesiąc później dyrektor departamentu Współpracy Międzynarodowej MON Serbii Milan Konjikovac i attaché ds. obronności Ambasady Rosyjskiej w Serbii Andrej Bojcov podpisali plan obustronnej współpracy na 2016 rok.

Plan zakłada m.in. kontynuację prowadzonych działań związanych z wyposażaniem serbskiej armii oraz modernizacją rosyjskiej broni będącej w posiadaniu Serbów. Aleksandar Vučić wystąpił do Moskwy z ofertą kupna dwunastu myśliwców MIG-29, podwozia opancerzonego Kamaz dla haubic Nora, armat dla transportera opancerzonego Lazar 2, dwóch helikopterów bojowych MI 17 oraz, kwestia najbardziej kontrowersyjna, rakietowych systemów przeciwlotniczych S300. Moskwa, pomimo że nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji, zobowiązała się jak najszybciej rozpatrzyć wniosek Serbii, zapewniając, że postara się zrealizować wszystkie prośby rządu serbskiego.

Plan na 2016 rok przewiduje również utworzenie w Belgradzie centrum naprawy i konserwacji śmigłowców wyprodukowanych w Rosji, otwarcie linii produkcyjnej rosyjskiej broni w Serbii, szeroko pojęte wsparcie technologiczne oraz dalszą pracę nad serbsko-rosyjskim centrum humanitarnym w Niszu. Na spotkaniu pomiędzy głowami obu państw została również poruszona kwestia eksportu na rynek rosyjski serbskich Fiatów oraz serbskich produktów spożywczych.

Wartość zamówienia przekracza 5 miliardów euro – suma, której Belgrad nie posiada. Rosja jednak zaproponowała Serbii „bardzo korzystne warunki”, na których transakcja miałaby się odbyć. Mowa tu najprawdopodobniej o nieoprocentowanym kredycie lub częściowej darowiźnie.

Reakcje na arenie międzynarodowej

Rosja na wniosek Serbii o dostarczenie broni zareagowała bardzo przychylnie. Bardziej sceptycznie odniosła się do tego arena międzynarodowa. Zachód wyraził swoje zaniepokojenie „zbrojeniem Serbii” oraz wzmożoną współpracą wojskową z Rosją upatrując w niej zagrożenie dla stabilności regionu. Bruksela pod adresem Belgradu wystosowała oficjalną krytykę komentując serbsko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe jako „bardzo dwuznaczny sygnał wysyłany Europie”, w momencie kiedy ta nałożyła na Rosję sankcje.

Oficjalne stanowisko premiera Serbii w kwestii zbrojenia brzmi następująco: „Serbia w obliczu zbrojenia Chorwacji przez NATO ma obowiązek zadbać o bezpieczeństwo swoich obywateli. Belgrad nie ma zamiaru nikogo atakować, a broń, którą planuje nabyć, to broń defensywna, a nie ofensywna”. Aleksandar Vučić podkreślił również, że Serbia od 2007 roku jest państwem neutralnym wojskowo i dlatego pracuje nad współpracą wojskową zarówno z Rosją, jak i Stanami Zjednoczonymi, Chinami, NATO czy Partnerstwem dla Pokoju. Zaznaczył jednak, że to Chorwacja rozpoczęła „wyścig zbrojeń” i to ona powinna się tłumaczyć. Premier Serbii wystąpił również z apelem do rządu Chorwacji o odstąpienie od planu kupna rakiet balistycznych o zasięgu 300 km obiecując, że jeżeli Chorwaci z nich zrezygnują, Serbia odstąpi od zakupu systemów S300.

Rząd chorwacki skomentował wystąpienie polityka orzeczeniem, że Chorwacje nie zbroi się przeciwko Serbii, lecz modernizuje swoje wojsko, co umożliwia jej obecnie członkostwo w NATO, upominając przy tym Serbię, aby pilnowała swoich spraw, a w cudze się nie mieszała.

Przeciwko współpracy wojskowej z Rosją protestują również serbskie kręgi liberalne oraz euroentuzjaści, którzy obawiają się, że porozumienie zawarte z Moskwą może zagrozić integracji Serbii z UE. Jednym głównych z warunków członkostwa jest bowiem demokratyzacja Serbii, a jej bliskość z Moskwą może przynieść odwrotny skutek.

„Bałkańska zimna wojna”

Na łamach serbskiej prasy co raz częściej spekuluje się o  „drugiej”, „małej”, tudzież „bałkańskiej” zimnej wojnie. Od miesięcy dywaguje się czy mamy do czynienia z wyścigiem zbrojeń czy ze zwyczajną, rutynową modernizacją uzbrojenia.

Serbscy analitycy polityczni są zdania, że teoria o wyścigu zbrojeń została wylansowana przez media, a w rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca. Argumentują, że współcześnie żadne z państw bałkańskich nie posiada motywu politycznego, z powodu którego mogłoby się mówić o zagrożeniu bezpieczeństwa na Bałkanach.

Rosja, owszem, zintensyfikowała swoją współpracę wojskową z Serbią, ale tylko po to, aby podreperować swój nadszarpnięty wizerunek po wydarzeniach na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. NATO, owszem, zbroi Chorwację, ale nie w celu wszczęcia wojny, lecz manifestacji siły i naznaczenia swojego terytorium na Bałkanach. Państwa bałkańskie nie zbroją się przeciwko sobie i na chwilę obecną nie ma mowy o ewentualnej agresji z którejkolwiek ze stron. Burzliwe lata 90. minęły, napięcie opadło, kraje Półwyspu są pochłonięte integracją europejską oraz własnym rozwojem gospodarczym, a nie planowaniem kolejnej wyniszczającej wojny – uważąją specjaliści.

Źródła: telegraf.rs, mondo.rs, blic.rs

About Dorota Grzegorek

Absolwentka filologii południowosłowiańskiej, geografii politycznej oraz turystyki i rekreacji. Miłośniczka turystyki górskiej, podróży z plecakiem oraz wypraw autostopowych. Interesuje się przede wszystkimi historią i szeroko pojętą kulturą krajów byłej Jugosławii, literaturą i językiem serbskim, podróżami po świecie oraz dziennikarstwem. Jej celem jest zwiedzenie wszystkich kontynentów oraz założenie własnego hostelu w Belgradzie.
KOMENTARZE