Home / Baklava / Słowianie południowi etnograficznym okiem Oskara Kolberga
a58f8704-da10-4f3f-b0dd-f35fc142905a.file

Słowianie południowi etnograficznym okiem Oskara Kolberga

 W grudniu 2013 roku Sejm Rzeczpospolitej Polskiej przyjął uchwałę, na mocy której jednym z patronów roku 2014 w Polsce jest Oskar Kolberg, w związku z przypadającą w lutym tego roku dwusetną rocznicą jego urodzenia. W związku z tym wydarzeniem w całym kraju odbywa się mnóstwo konferencji, wystaw, warsztatów, koncertów i innych wydarzeń poświęconych mu właśnie. Postać to, jak się jednak okazuje, mocno w naszym społeczeństwie enigmatyczna. Ówczesny minister kultury Bogdan Zdrojewski w wystąpieniu z okazji inauguracji Roku Kolberga przytoczył statystyki mówiące o tym, że ponad 80% badanych nie wiedziało, kim był ów patron bieżącego roku oraz czym się zajmował. Odpowiedzmy sobie na te podstawowe pytania – kim zatem był Oskar Kolberg i, co istotniejsze dla naszej tematyki, jakie są jego związki z Bałkanami?

Zacznijmy od początku. Dwieście lat temu w Przysusze na południowym Mazowszu przyszedł na świat człowiek, o którym dziś mówi się, że jest jednym z ojców-założycieli polskiej etnografii. Największą jego pasją była muzyka ludu i to zebranie i spisanie jak największej ilości utworów muzycznych było głównym celem, jaki sobie w życiu postawił. Urodzony był w dość dobrze sytuowanej rodzinie – jego ojciec Juliusz był profesorem geodezji Uniwersytetu Warszawskiego, zaś matka pochodziła z rodziny francuskich imigrantów. Kolbergowie od czasu zamieszkania w Warszawie obracali się w kręgach inteligencji oraz wśród artystów – jako ciekawostkę warto dodać fakt, że Oskar był uczniem tego samego liceum co Fryderyk Chopin. Wydaje się, że przełomowe w jego życiu było zdobywanie wiedzy z zakresu kompozycji oraz nauka gry na fortepianie, jaką pobierał jeszcze w czasach liceum. W dorosłym życiu imał się różnych zajęć – był m.in. księgowym, uczył muzyki, pracował także w zarządzie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej (dzięki protekcji swojego brata Wilhelma). Prawdziwą jego pasją było jednak spisywanie pieśni i melodii ludowych, co wiązało się z bardziej ogólną wśród artystów, romantyczną tendencją do zainteresowania ludem. Swoje pierwsze wyprawy w celu dokumentowania folkloru odbywał po Mazowszu, z czasem zapuszczając się na coraz dalsze tereny (w końcu dotarł także i na Półwysep Bałkański, o czym za chwilę). Początkowo jego praca polegała jedynie dopisywaniu akompaniamentu fortepianowego w postaci zapisu nutowego do zasłyszanych pieśni. Jego podejście badawcze jednak ewoluowało – z kompozytora coraz bardziej stawał się etnografem, nie skupiając się już jedynie na pieśniach i utworach muzycznych, ale zwracając uwagę także na ludowe podania, zwyczaje, przysłowia i wiele innych elementy folkloru.

W ten sposób powstawało niewątpliwe dzieło jego życia – monumentalny Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Było to pierwsze na gruncie polskim usystematyzowanie kultury ludowej pod względem regionalnym. Za życia Kolberga – a zmarł w 1890 roku – ukazało się trzydzieści trzy tomy publikacji, początkowo wydawanych dzięki subwencjom, jakie uzyskiwał. Po jego śmierci zaś, do dnia dzisiejszego (obecnie zajmuje się tym Instytut im. Oskara Kolberga z siedzibą Poznaniu) wydanych zostało osiemdziesiąt sześć tomów wraz z indeksami, dodatkami i suplementami. We wszystkich tomach – których łączna objętość to ponad trzydzieści siedem tysięcy stron druku – udokumentowanych zostało m.in. ponad dwanaście tysięcy pieśni.

Kolberg nie ograniczał się w swoich etnograficznych wędrówkach jedynie do obszaru, jaki Polska zajmowała przed rozbiorami. Spisywał folklor terenów dzisiejszych Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji, Łużyc, a także – co dla nas najistotniejsze – Serbii, Słowenii i Chorwacji. Świadczy to w pewien sposób o jego istnym słowianofilstwie – szerokim zainteresowaniu kulturami słowiańskimi (wiązać się to może z dość popularną w XIX wieku ideą jedności wszystkich Słowian, przekonaniu o swoistej słowiańskiej esencji czy duchu oraz wierze we wspólne korzenie). W związku z tym celem, jaki Kolbergowi prawdopodobnie przyświecał było spisanie monografii wszystkich, a przynajmniej dużej części Słowian. Zamiar ten nie powiódł się to do końca najprawdopodobniej z przyczyn czysto logistycznych – objąć musiałby on obszar zbyt duży jak na samotne badania, ograniczać go w pewien sposób mógł także budżet oraz prace wydawnicze nad kolejnymi publikacjami.

Podróż na Bałkany Oskar Kolberg odbył więc w 1857 roku. Badaniami swoimi objął tereny wchodzące wówczas w skład monarchii austro-węgierskiej, skupiając się w swojej pracy w dalszym ciągu głównie na muzyce. Sama trasa jego wyprawy, jej etapy są niestety udokumentowane dosyć słabo. Wiadomo, że Kolberg, jako ówczesny księgowy w Kolejach Warszawsko-Wiedeńskich otrzymał latem trzymiesięczny urlop na wyjazd za granicę. Oficjalnie jako powód wyjazdu podano przyczyny zdrowotne – Kolbergowi zalecono leczenie w postaci wód z Ems i kąpieli w Trieście. Nie wiadomo jednak, czy faktycznie dotarł do tych miejsc oraz – czy kuracja była mu rzeczywiście potrzebna, a nie była jedynie pretekstem do wyprawy na Półwysep Bałkański. Wiadomo jedynie, że jego podróż rozpoczęła się w Krakowie, skąd przez Wiedeń ruszył na południe.

Słowiańszczyzna południowa stanowi trzecią część 59. tomu Ludu – Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych. Na początku należy wspomnieć o tym, że Kolberg nie zebrał sam całości materiałów tam zgromadzonych – swoje badania, poza empirią, opierał także na poszukiwaniu źródeł, istniejącej już bibliografii, która była już wtedy całkiem pokaźna. Świadczyć to może o dosyć dużym zainteresowaniem kulturami słowiańskimi w XIX wieku. Korzystanie przez Kolberga z innych źródeł jest także niezwykle cenne z tego względu, iż większość z nich dziś jest już praktycznie niedostępna, nie tylko w Polsce, ale także w krajach, o których mowa – Słowenii, Serbii i Chorwacji. Z tego względu dzięki Ludowi właśnie zachowało się wiele zapisów, które w inny sposób mogłyby do dziś nie przetrwać. Poza tomem Ludu dorobek Oskara Kolberga związany z południowymi Słowianami stanowią dwa artykuły publikowane w latach 1871-1872 w wydawanej w Warszawie Gazecie PolskiejRuch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych oraz etnograficzne studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej.Obydwa teksty znajdują się także w innych tomach wchodzących także w skład Ludu – pierwszy z nich w Pismach muzycznych (t. 61-62), zaś opracowanie o Słowianach południowych w Studiach, rozprawach i artykułach (t. 63). Większość informacji zawartych poniżej znaleźć można w tomie Słowiańszczyzna południowa – zarówno jej artykułach wstępnych, jak i samej treści autorstwa Oskara Kolberga. Kolberg – podobnie jak w innych opracowaniach regionalnych – skupia się tu głównie na muzyce i pieśniach. Większą część tomu stanowi zasadniczo 247 pieśni oraz zapisów melodycznych, z czego Kolberg na własne uszy zasłyszeć miał czterdzieści sześć z nich. Duży wpływ na zainteresowanie muzyką i pieśniami słowiańskimi wywarły na niego prawdopodobnie prace Vuka Karadžicia, zawierające ludową epikę i pieśni serbskie. Prezentując prace Kolberga, w pierwszej kolejności chciałabym się jednak skupić nie na muzyce, a na samej treści etnograficznej, aby dowiedzieć się nieco o wierzeniach i zwyczajach XIX-wiecznych południowych Słowian – jak je przedstawiali Kolberg i badacze, z których pracy korzystał. Analiza treści muzycznej tam zawartej wymagałaby bowiem pewnej wiedzy z zakresu muzykologii, zainteresowanych tą warstwą twórczości Kolberga zachęcam zatem do sięgnięcia do Ludu.

Interesującą część pracy Kolberga stanowią Przyczynki dotyczące zwyczajów, wierzeń i przesądów. Zawiera on w nich m.in. informacje dotyczące zwyczajów związanych ze świętem Jana Chrzciciela, a lokalizuje je Kolberg w Ilirii (prawdopodobnie tutaj traktowanej jako Słowenia). Z tym świętem związane są przede wszystkim matrymonialne wróżby wśród dziewcząt. Otóż Oskar Kolberg podaje, iż w wieczór Jana Chrz[ciciela] po wieczerzy, gdy dziewczęta mają iść spać, kładą pierwej czepce w rzeszoto [rodzaj sita z dużymi otworami- przyp. JL] i trzęsą nim. Czyj najpierw wypadnie z rzeszota, ta najpierw za mąż pójdzie. To nie koniec, bowiem dziewczęta przewracają się we lnie i rwą go poza głową trzy razy. W domu liczą łodygi; jeśli ich będzie do pary to im za mąż pójść wróży, jeśli nie, to przeciwnie. Len ten wieszają następnie na gruszy.

Kolberg zwraca uwagę także na występujące na terenie Bałkanach ludowe wierzenia demonologiczne, czyli wiarę we wszelkiego rodzaju postaci takie jak czarownice, demony, upiory. Jego zapiski są szczególnie bogate w południowosłowiańskie wierzenia dotyczące czarownic (zwanych vješticami lub copernicami). Są one dosyć wymieszane pod względem geograficznym, zawierają jednak m.in. praktyczne wskazówki, jak się przed czarownicami i wszelkimi urokami bronić. Otóż Kolberg podaje, że zabezpieczeniem przed czarami będzie noszenie przy sobie żywego srebra (być może chodzi tu o rtęć). Z kolei aby uchronić od czarów niemowlę, należy w jego pieluszki zawinąć woskową świecę. Istnieje też sposób na to, aby czarownice krowom mleka nie odbierały. Należy powiesić pęcherz napełniony mlekiem w kominie, aby sechł. W miarę jego schnięcia – podaje Kolberg – schnąć będzie też i sama czarownica. Aby zaś dowiedzieć się, która czarownica krowom zaszkodziła, należy w ziemię przed progiem wetknąć rozpaloną żelazną szynę. Czarownicą będzie ta kobieta, która jako pierwsza ukaże się w progu domu. Istnieje też sposób na uwolnienie się od napastującej czarownicy – wystarczy prosto w oczy powiedzieć jej następujące słowa: Wiem ja już dobrze, co dzisiaj za dzień. Praktycznych porad ciąg dalszy: Spotkawszy czarownicę, która z powietrza spadła, nie trzeba ani słowa do niej wyrzec, ale wziąć klin głogowy i przybić ją nim do ziemi, wtedy w żaden już sposób z ziemi powstać nie będzie mogła. Według Kolberga, lud wierzył, że istnieją trzy miejsca, w których czarownice spotykają się. Pierwsza z nich to góra Jelovica pod Železnikami (widziano je w chmurach wznoszących się ponad szczytem tej góry, jak tańczyły w czerwonych czapkach), druga to góra Klek pod Ogulinem, zaś trzecia to góra Slivnica pod Cerknicą – wszystkie znajdują się na terenie dzisiejszej Słowenii.

Wiara w demony u Słowian południowych nie kończy się rzecz jasna na czarownicach. Nie sposób w tym kontekście nie wspomnieć o wile, która – jak pisze Kolberg – u ludów południowosłowiańskich w nader żywych występuje jeszcze barwach. Wspominają o niej rozliczne pieśni i baśni, osobliwie u Serbów w obiegu będące, jak o tym świadczą zbiory Vuka Karadžicia i innych autorów. O ile u Kolberga wiarę w czarownice możemy lokalizować bardziej na terenie Słowenii, wiły występowały częściej w Serbii. Czym – lub kim – zatem była wiła? Odpowiednikiem nimfy, boginką zamieszkującą lasy, rzeki, góry i wszelkie niedostępne miejsca. Wiły pochodzić miały od dusz zmarłych przedwcześnie młodych dziewcząt, przybierać mogły różne postaci – od właśnie młodych dziewcząt, obdarzonych skrzydłami i niemal przezroczystymi ciałami, po różnorakie zwierzęta zamieszkujące lasy, wody lub góry. Wiły nie mogły ukazywać się jednak każdemu. Kolberg podaje, iż zwykli śmiertelnicy mogli jedynie słyszeć jej śpiew, a spotykać je mogli jedynie narodowi bohaterowie. Kolberg zwraca także i na to uwagę, pisząc o tym, że wiła pojawia się stale w opowieściach związanych z bohaterami narodowymi właśnie (sam przytacza podanie dotyczące królewicza Marka). W podaniach ludowych wiły zwykle występują jako siła interweniująca w sprawach, które wydają się nierozstrzygalne. Ich nastawienie wobec ludzi było jednak niejednoznaczne – niekiedy pomagały zawierać małżeństwa czy ostrzegały przed klęskami, ale potrafiły także taką klęskę zesłać bądź doprowadzały mężczyzn do śmierci lub szaleństwa. Wiara w ich istnienie była – co podkreśla Kolberg – u Słowian południowych dużo silniejsza, a tradycja z nimi związana dużo bogatsza niż choćby u Słowian zachodnich.

Tom Ludu dotyczący Słowian południowych uzupełnia ciekawostka w postaci zbioru pięciuset słoweńskich przysłów, które Kolberg znalazł w zbiorach Emila Korytki, niezwykle ważnej postaci, zarówno dla samego Kolberga, jak i w kontekście badania kultury ludowej Słowenii w ogóle – zajął się nią jako jeden z pierwszych.

Dorobek Oskara Kolberga jest imponujący, był on niewątpliwie jednym z najwybitniejszych etnografów swoich czasów, do którego odwołania znajdujemy do dziś, zwłaszcza przy okazji Roku Kolberga. W swoich badaniach skupiał się głównie na pieśniach i muzyce ludowej, ale należy pamiętać, że oprócz etnografii zajmował się także komponowaniem utworów, więc to dlatego tematyka ta była mu najbliższa. Jego wyprawa na Bałkany z pewnych względów nie zaowocowała może wielką ilością zdobytego empirycznie materiału etnograficznego, jednak w dużym stopniu przybliża nam zarówno muzykę, jak i wierzenia dawnych południowych Słowian. Mimo wszystko za jego zasługę trzeba uznać korzystanie z prac innych badaczy, które być może tylko dzięki niemu w jakikolwiek sposób zostały zachowane i zapamiętane.

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE