Home / Baklava / Sofia i inne nieszczęścia
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sofia i inne nieszczęścia

Są w świecie miasta, które kochać jest łatwo. Przyjeżdża się do takiego, wysiada ze środka transportu i już zaczyna fantazjować o zdolności kredytowej pozwalającej kupić małe mieszkanie w takim Sozopolu czy Mostarze, nie wspominając już o miejscowościach chorwackiej riwiery. Są też miasta pozostałe, również warte odwiedzin, lecz ich urodę można rozpatrywać bardziej w kategoriach piękna wewnętrznego… Są po prostu nieładne.

Stolica Bułgarii z pewnością nie zalicza się do tych czarownych miast, które nas uwodzą z podkolorowanych folderów biur turystycznych. Wielu jest takich, którzy raz odwiedziwszy Sofię przelotem, woleliby wykarmić piersią szczura, niż tam wrócić. Sofia różni się od popularnych stolic innych krajów bałkańskich tym, że wyjątkowo głęboko tonie w betonie – szare, wielokondygnacyjne budownictwo czasy świetności, jak wiadomo miało w okresie panowania poprzedniego systemu, tam ma się jednak prawie dobrze. Potężne blokowiska są zaniedbane, łuszczy się farba, odpada tynk. Na wielu frontach, przy niszczejących kamienicach, toczy się odwieczna walka Natury z Człowiekiem – porośnięte chaszczami i pokrzywami miejsca, kiedyś będące podwórkami są doskonałą przestrzenią, by (w akcie większej lub mniejszej desperacji) oddać dług naturze. Trzeba jednak wziąć pod uwagę ryzyko, wynikające z tego niecnego procederu – Sofia, jak i cała Bułgaria, boryka się z poważnym problemem dotyczącym bezpańskich psów, które zamieszkują gęstowia różnego autoramentu. O ile w każdym kraju nietrudno zetknąć się z Canis familiaris na gigancie, to w Bułgarii jest ich od zatrzęsienia. Co jakiś czas bułgarskie media donoszą o atakach stad zdziczałych psów na ludzi, zdarzają się niestety i przypadki śmiertelnego pogryzienia. Trzeba jednak zaznaczyć, że psy sofijskie dbają o dyplomatyczne stosunki z ludźmi, jednak w ramach prewencji lepiej się z nimi nie spoufalać.Zaniedbane ostępy znajdują się nawet w samym centrum, w niedalekim sąsiedztwie ambasad czy luksusowych hoteli. Zderzenie tych dwóch światów robi osobliwe wrażenie. Dużym problemem, wyraźnie zauważalnym na ulicach miasta, jest po prostu bieda jego mieszkańców. Najniższe ustawowo wynagrodzenie w Bułgarii stanowi nieco ponad połowę z tego co dostajemy my – rozpieszczone wykształciuchy w Polsce. Ekonomia w oczywisty sposób przekłada się na wygląd przestrzeni miejskiej.

Zjawiskiem wyjątkowo licznie występującym w Sofii są przejścia podziemne przystosowane do prowadzenia interesów. Przejścia te nie różnią się bardzo od przejść innych wielkich miast. Dzielą też te same problemy – najczęściej ogólny zły stan schodów i korytarzy, ruchome kratki ściekowe. Często również, bez względu na pogodę, kałuże i ogólnie lekko jaskiniowy klimat. Trudno nie odczuć wszędobylskiej aury bezdomności. Gdy przychodzi samemu poruszać się sofijskim przejściem podziemnym po zmroku, bardzo łatwo przypomnieć sobie fabuły wszystkich horrorów w których antagonista porywa obcokrajowca, by później urządzać na nieboraka polowanie dla prominentnych ekscentryków.

Mamy więc: okropne chodniki, dużo błota, zaniedbanych budynków, psów, śmierdzących przejść podziemnych. Rozkład i śmierć. W deszczową pogodę ciężko nie zostać ochlapanym pluskiem zwrotnym spod płytki, nawet przechadzając się po sławnej Witoszce. Każdy delikatny podróżnik, w którego świadomości pokutuje wizerunek Bułgarii jako trzeciego świata, podczas przelotnej wizyty w Sofii znajdzie wiele argumentów, by te przekonania umocnić w sobie jeszcze bardziej.

Żeby zmienić optykę wystarczy jednak tylko trochę się postarać, przymknąć zdrowsze oko i wykazać nieco wyrozumiałości. Mogą w tym pomóc odwiedziny jednego z ośmiu naprawdę dużych parków, które od wiosny do jesieni są miejscem spotkań kilku pokoleń Sofijczyków zwabionych rodzinną atmosferą. Nie da się nie pokochać Sofii po niedzielnym popołudniu spędzonym na pikniku przed Teatrem Narodowym, przy akompaniamencie lokalnych muzykantów. Gdy dopisze pogoda, trzeba niemal ustawiać się w kolejce, by móc zająć miejsce siedzące (dla wytrwałych – najlepsze są ławki z widokiem na fontannę) – tak jest tam pięknie! Ciężko też być obojętnym na uroki ulicy Grafa Ignatiewa, gdzie na straganach zamiast owoców sprzedaje się książki pod czujnymi spojrzeniami brązowych Sławejkowów, zasiadających na jednej z ławek. Na niepozornej, brukowanej uliczce znajduje się między innymi czarowna mordownia, gdzie można przysłuchiwać się swadom lokalnych pijaczków na temat tego, czy Wazow był pisarzem wybitnym, czy tylko nieprzeciętnie uzdolnionym. Są też sklepy z pamiątkami i księgarnie, więc w razie potrzeby można się rozdzielić.

        10815865_886641801347931_2077149888_n           10833894_886638438014934_623745285_n

Dla koneserów kultury nieco wyższej zdecydowanym plusem, i sądzę, że również zaskoczeniem, może okazać się fakt, że nie trzeba się zrujnować materialnie chcąc pójść do jednego z licznych teatrów. Bilety kosztują w granicach 10 lewa, co w porównaniu z cenami w Warszawie wydaje się być żartem. Będąc w Sofii nie wypada wręcz nie wybrać się na Witoszę (autobus nr 64 dowiezie zainteresowanych pod Cerkiew Bojańską). W leśnych ostępach Parku Narodowego, zwiedzając Dragalewski Monastyr, Jezioro Bojańskie, czy tamtejsze wodospady też ciężko pozostać niewzruszoną marudą. Należy również zaznaczyć, że ogromną zaletą Sofii są sami jej mieszkańcy – otwarci, pomocni i – wbrew wielu krzywdzącym obiegowym opiniom – bardzo uczciwi.

Naprawdę łatwo się zrazić tym pierwszym wrażeniem. Czy to jednak nie powierzchowne i płytkie, by tej niechęci się poddawać? Wszak czyż rzeczy wartościowsze nie przychodzą z pewnym trudem? Zostając na dłużej łatwo dostrzec, że Sofia – szara myszka Bałkanów, naprawdę potrafi w sobie rozkochać nawet najbardziej marudne zrzędy, i – jak wiele brzydkich dziewcząt – ma wiele do zaoferowania, trzeba jednak dać jej szansę. Jeśli ktoś jednak z jakiegoś powodu byłby wciąż niezadowolony, z Sofii można autostradą dostać się do Płowdiwu i tam odreagować „sofijską traumę”.

About Barbara Występek

Absolwentka UŚ, bułgarystka literaturoznawca, zakochana w bułgarskiej popkulturze. Uwielbia kryminały, popołudniowe drzemki i niskobudżetowe podróże.
KOMENTARZE