Home / Bałkany / BiH / Śp. Sprawiedliwość, czyli Theodor Meron z wizytą w BiH
Theodor Meron

Śp. Sprawiedliwość, czyli Theodor Meron z wizytą w BiH

Trudno mi przebywać w miejscu, gdzie staje się twarzą w twarz z krzywdą, jaką wyrządzić może człowiek człowiekowi — powiedział sędzia Theodor Meron, gdy 25 listopada udał się do Tomašicy. Prezes Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii wyraził „szczerą nadzieję, iż sprawcy tej zbrodni staną przed obliczem sprawiedliwości”.

Meron nie cieszy się popularnością w BiH, szczególnie po wydarzeniach, do jakich doszło w ciągu ostatnio kilkunastu miesięcy, tj. uwolnieniu Ante Gotoviny i Momičila Perišicia. Zdaniem Murata Tahirovicia, przewodniczącego Stowarzyszenia Ofiar i Świadków Ludobójstwa w BiH, dobrze się stało, że Meron zjawił się w Tomašicy, gdyż być może „uświadomi sobie w ten sposób, do jakiej zbrodni tu doszło i jak bardzo różni się to od stwierdzeń, jakie padają w sądzie podczas prezentacji dowodów”.

— Nie zgadzamy się z ostatnimi decyzjami Trybunału Haskiego, z tego też powodu wraz z Satkiem Mujagiciem zaprosiliśmy sędziego, by sam zobaczył, że to nie był pojedynczy „eksces”, lecz zaplanowana zbrodnia — oznajmił Tahirović, dodając, iż wciąż jest zdziwiony faktem, że osoby znające lokalizację grobu tak długo milczały.

„Cyrk i wstyd”
Pochodzący z Prijedoru Mujagić, były więzień obozów w Omarskiej i Manjačy, wyraził nadzieję, że sędzia Meron tym razem zrozumie wszystko, co ofiary i ich rodziny starają się od dłuższego czasu podkreślić, tj. ile osób zabito i pochowano w Tomašicy i przez ile lat milczano na ten temat (Więcej: „Tomašica: Pocztówki z grobu”). Stowarzyszenie kierowane przez Tahirovicia wniosło oskarżenie przeciwko całemu wojennemu sztabowi kryzysowemu w Prijedorze. Zawnioskowało również, by zbrodnię tę dołączono do oskarżenia przeciwko Radovanowi Karadžiciowi i Ratkowi Mladiciowi — wniosek został zaakceptowany przez Prokuraturę.

Sędzia odwiedził również Omarską, lecz nie miał szansy, by zobaczyć wszystko, co kiedyś wchodziło w skład obozu — widział jedynie „biały dom”. Nie spodobało się to Mujagiciowi, który w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że „to cyrk i wstyd”, gdyż nie rozumie, dlaczego sędzia, który „raz zjawi się w Prijedorze i przez śnieg przedziera się do Omarskiej, nie może zobaczyć również pozostałych części obozu”. Sam program wizyty wydał mu się niejasny, ponieważ „wszyscy wiedzą, że <<biały dom>> nie jest jedyną, lecz jedną z czterech lokacji, w których więziono, zabijano i gwałcono”.

— Nie byłem przetrzymywany w „białym domu”, lecz czyściłem tam krew i chciałbym pokazać mu miejsca, w których widziałem martwych ludzi, miejsce, gdzie mnie pobito — powiedział Mujagić.

R.I.P. Justice
Nie tylko Mujagić nie był zadowolony z wizyty Theodora Merona. Na 26 i 27 listopada zaplanowano konferencję z okazji 20 lat pracy Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii. Nie przebiegała ona jednak tak, jak sędzia zapewne oczekiwał. Niosący transparent „Śp. Sprawiedliwość” (R.I.P. Justice) młodzi uczestnicy ostentacyjnie opuścili salę, w której odbywało się spotkanie. Jednym z nich był Edvin Čuli, który powiedział dziennikarzom, że jest to wyraz niezadowolenia z działalności Merona, a nie MTKJ jako takiego. Meron zagroził wiarygodności Trybunału w Hadze, „publicznie przedstawiając swoją wersję historii, która ma niewiele wspólnego z tym, co rzeczywiście działo się w byłej Jugosławii w latach 1991-1999″.

Rozczarowane pracą sędziego są również „Matki Srebrenicy” – obecne na konferencji przedstawicielki stowarzyszenia demonstracyjnie odwróciły się do niego plecami. Ich zdaniem Meron je ignoruje i pomija, nawet kiedy spotykają się „twarzą w twarz”. „Podejmuje decyzje, które mu odpowiadają, a sądy interpretują prawo na swój sposób, kiedy im tylko pasuje” — stwierdziła rozżalona prezes stowarzyszenia, Hatidža Mehmedović.
Mehmedović zwróciła również uwagę na to, iż przedstawiciele organizacji zrzeszających rodziny ofiar ludobójstwa i wojny w BiH wierzą, że jedynie sprawiedliwość może dać nadzieję przyszłym generacjom, które muszą „poznać prawdę, by potem móc wybrać swoją drogę”.
– Oczekiwaliśmy ataków z zewnątrz, nie sądziliśmy, że wróg jest wśród nas. Sądy stały po stronie zbrodniarzy, osób, który dopuściły do ludobójstwa. Nie stanęły po stronie ofiar. Naszych dzieci nikt nam nie zwróci, ale można by uczynić coś, by rodziny zyskały choć namiastkę spokoju. Nas osądzono już dawno, bez sądu, bez nikogo, nas osądzili oprawcy naszych dzieci” — oskarża Mehmedović.

Munira Subašić, również należąca do „Matek Srebrenicy”, skrytykowała organizatorów spotkania, gdyż „nie zaproszono prawdziwych ofiar — matek”. Subašić pochwaliła Merona za odwiedzenie Tomašicy, dodając jednak przy tym, iż wizyta ta powinna uzmysłowić mu, dlaczego bośniackie ofiary nie są zadowolone z pracy Trybunału.

— Powiedziałam również, że dostał drugi mandat i że my, ofiary ludobójstwa, postawimy dwie kolumny: Kolumnę Wstydu i Kolumnę Honoru. Niech wybiera, na której wyryjemy jego imię i nazwisko — dodała. Jej zdaniem Trybunał pracował prawidłowo do momentu śmierci Slobodana Miloševicia – wtedy to stracił na wartości, a najważniejszą rolę zaczęła odgrywać polityka.

Rozczarowana była również prezes Stowarzyszenia Ofiar Wojny RS, Božica Živković-Rajilić, która stwierdziła, że ponad połowę czasu przeznaczonego na rozmowę z ofiarami sędzia Meron zmarnował na chwalenie własnej pracy, przez co uczestnicy mieli poczucie, że są ignorowani. Bakira Hasečić ze stowarzyszenia „Kobiety — Ofiary Wojny”, która uczestniczyła już w kilku spotkaniach z Meronem, powiedziała, że niczego nowego się nie dowiedziała, a do tego nie otrzymała odpowiedzi adekwatnej do pytania, które zadała. Ze spotkania niezadowolony był także Josip Drežnjak ze Stowarzyszenia Chorwackich Ofiar „Grabovica ’93” z Mostaru, według którego konferencja zamieniła się w przepychankę między zgromadzonymi przedstawicielami organizacji pozarządowych zrzeszających ofiary, przez co niektóre ze stowarzyszeń nie miały nawet szansy, by postawić jakiekolwiek pytanie.

Uczestnicy protestu wydali oświadczenie o następującej treści:

Nie chcemy być częścią cyrku, który pozwala sędziemu Theodorowi Meronowi umywać ręce od odpowiedzialności za wyjaśnienie katastrofalnych decyzji, które podjął w tym roku. Ważne jest, aby praca Trybunału Haskiego była otwarta i by się o niej publicznie rozmawiało i debatowało. Ta konferencja jest kolejnym przykładem stosunku Merona do komunikacji z tymi, z powodu których pracuje — obywateli Bośni i Hercegowiny.

Zawarli w nim szereg pytań, m.in.:

Gdzie są odpowiedzi na uzasadnione i otwarte pytanie o kontrowersyjne, przedwczesne zwolnienia skazanych za zbrodnie wojenne? Co jest powodem kontrowersyjnych orzeczeń w sprawie Perišicia i Gotoviny? Na jakiej zasadzie wybierani są sędziowie wchodzący w skład Izby Apelacyjnej? Dlaczego osobisty interes Merona w promowaniu jego osoby zagraża zasadzie sprawiedliwości, która wymaga zaangażowania wykwalifikowanego pracownika znającego się na swojej pracy? Dlaczego uwagi sędziego Harhoffa są ignorowane? Dlaczego praktyka przedwczesnego zwalniania skazanych jest tak ślepo realizowana, niezależnie od wskazań i poglądów specjalistów, którzy sugerują, że powinna zostać przerwana? Dlaczego na konferencji poświęconej 20-leciu istnienia Trybunału nie ma ani jednego przedstawiciela haskiej prokuratury?

Widoczne jest rozczarowanie postawą Merona, który zamiast na te pytania odpowiedzieć, rozprawia o słuszności procedur, prawach oskarżonych i promowaniu praworządności. „Nie jesteśmy głupcami, którym trzeba tłumaczyć, że przed sądem wszystkie strony są równe. Jesteśmy ludźmi, dla których ten trybunał został ustanowiony i mamy pełne prawo zadawać pytania. Prawo, które jest ignorowane” — zarzucają twórcy komunikatu.

Sędzia Meron nie skomentował tych zarzutów, lecz kontynuował przemówienie, w którym powitał obecnych i podziękował organizatorom. Protestujących pozbawiono akredytacji, przez co nie mogli uczestniczyć w dalszej części konferencji.

Wyniki godne pozazdroszczenia
W swoim wystąpieniu, które potraktowano zostało przez uczestników jako zbędne chwalipięctwo, Meron stwierdził, że „najwięksi zwolennicy sądów międzynarodowych nie uwierzyliby, jak wiele Trybunał zdołał osiągnąć. Wszystkie 161 osób, które postawiono przed Trybunałem, odpowiadało na zarzuty, a sąd ciągle udowadniał, że ani wysocy oficerowie, ani politycy nie są chronieni immunitetem”. Dodał także, że Trybunał ma „godne pozazdroszczenia wyniki, jeśli chodzi o rzetelność procesu sądowego”. Według jego słów, sprawiedliwy proces daje wiarygodność i Trybunałowi, i wszystkim dotychczasowym wyrokom, zarówno skazującym, jak i uniewinniającym. Obiecał również, iż osobiście współpracować będzie ze świadkami, którym zapewni wszelką potrzebną pomoc i wsparcie.

W obronie sędziego stanęła Nataša Kandić, koordynatorka RECOM-u (Regional Commission for Establishing the Facts about War Crimes and Other Gross Violations of Human Rights Committed on the Territory of the Former Yugoslavia in the period from 1991‐2001), która stwierdziła, iż Meron starał się przebywać w towarzystwie rodzin ofiar i zdobyć ich akceptację.

— W Tomašicy został bardzo dobrze przyjęty. Dziś spadła na niego krytyka jako na prezesa sądu, lecz ta krytyka miała charakter bardziej polityczny, w mniejszym stopniu celowała w to, co dotyczy nas i naszego stosunku wobec tej zbrodni — powiedziała Kandić.

Jeśli chodzi o problem Srebrenicy, Kandić uważa, że Trybunał Haski wydał wszystkie najważniejsze orzeczenia i że nie można mu zarzucić zbyt małego zaangażowania w uznanie tej zbrodni za ludobójstwo. Rozumie jednak, iż ofiary potrzebują konkretnych odpowiedzi na temat konkretnych procesów i zasad działania Trybunału w ogóle, w tym kwestii mandatu. Jej zdaniem spotkań z przedstawicielami Trybunału było za mało, sędziowie przyjeżdżali rzadko, głównie ze względów bezpieczeństwa — z tego też powodu nie dziwi fakt, że przedstawiciele ofiar zadają wiele pytań w ich imieniu.

Choć Kandić starała się wybronić sędziego, informacje, które pół roku temu wstrząsnęły Bałkanami, bardzo negatywnie wpłynęły na jego pracę.

Zagrożona wiarygodność
W połowie czerwca sędzia Frederik Harhoff listownie poinformował współpracowników i media, że Meron wywiera nacisk na sędziów, by ci uniewinnili ważnych oficerów serbskich i chorwackich. Kilka dni później duński dziennik „Information” opublikował tekst wskazujący na to, iż korespondencja dyplomatyczna opublikowana przez WikiLeaks potwierdza tezę Harhoffa — prezes Trybunału Haskiego wspierał interes amerykańskiego rządu, który oczekiwał wyroków uniewinniających w sprawach wysoko postawionych oskarżonych. Ujawnienie tej informacji zagroziło wiarygodności Trybunału, gdyż podważyło niezawisłość sędziów i prawo do uczciwego sądu, co zresztą wykorzystał podczas swojego procesu Vojislav Šešelj, domagając się nie tylko natychmiastowego zwolnienia z aresztu, ale również odszkodowania w wysokości 12 mln euro.

Informację Harhoffa zdaje się potwierdzać nie tylko korespondencja, ale i dokument z 2003 r. informujący o spotkaniu Merona z nieznanym amerykańskim ambasadorem. Podczas spotkania sędzia sugerował zakończenie mandatu ówczesnej głównej prokurator, Carli Del Ponte, opisując ją jako medialną osobę, która jest zainteresowana głównie własnym interesem. Meron oczekiwał, że amerykańskie władze zagłosują przeciwko odnowieniu jej mandatu. Wyraził przy tym swoje zastrzeżenia odnośnie jednorocznego przedłużenia jej kadencji. Jak napisano w dzienniku „Information”, Del Ponte działała na szkodę USA i Rosji, uniemożliwiając zakończenie prac Trybunału.

Krytyka ze strony Harhoffa i części jego kolegów pojawiła się po wyrokach uniewinniających w sprawie Jovicy Staniśicia i Franka Simatovicia. Sędziowie stwierdzili, że zostały wydane pod naciskiem Zachodu, a przede wszystkim USA, podobnie jak wyroki orzeczone wcześniej w sprawie chorwackiego generała Ante Gotoviny i serbskiego generała Momčila Perišicia.

Co dalej?
Theodor Meron ogłosił niedawno, że wyrok pierwszej instancji w sprawie Radovana Karadžicia zostanie wydany w październiku 2015 r., a w sprawie Ratka Mladicia — w połowie 2016 r. Przedstawiając sprawozdanie z prac Trybunału przed Radą Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku , Meron stwierdził, że wyrok w sprawie Gorana Hadžicia powinien zapaść do końca 2015 r. Problematyczny jest natomiast proces Šešelja — sędzia nie był w stanie określić, kiedy wyrok zostanie wydany.  Powiedział, że nowy sędzia biorący udział w procesie serbskiego polityka „obecnie zapoznaje się ze sprawą” i że izba orzekająca w późniejszym terminie zadecyduje, w jaki sposób sprawa będzie kontynuowana. Tymczasem przedstawiciele srebrenickich stowarzyszeń zrzeszających rodziny ofiar ponownie zapowiedzieli, iż „Kolumna Wstydu” już wkrótce zostanie umieszczona w Potočari i że znajdą się na niej zarówno imiona i nazwiska osób odpowiedzialnych, jak również nazwy organizacji i instytucji, m.in. ONZ, holenderskiego ministerstwo obrony i „wszysctkich tych ze wspólnoty międzynarodowej, którzy są odpowiedzialni za ludobójstwo”.

Źródła: radiosarajevo.ba (1), (2), (3), slobodnaevropa.org, information.dk

About Zuzanna Głowacka

Absolwentka gdańskiej slawistyki, wciąż próbuje się zmusić do zakończenia magisterskiej przygody z europeistyką. Zajmuje się tłumaczeniami i współczesną literaturą bośniacką. Aktualnie mieszka i studiuje w Sarajewie.
KOMENTARZE