Home / Bałkany / Serbia / Spis (nie)powszechny w Serbii

Spis (nie)powszechny w Serbii

Autor: Łukasz Fleischerowicz

1 października, tak jak w Albanii i Macedonii rozpoczął się spis powszechny w Serbii, który potrwa do 15 października (także w dni wolne od pracy). W godzinach od 8 do 20 domy i gospodarstwa w 161 gminach (opsztinach) odwiedza 41 tys. rachmistrzów

Ze względu na trudną sytuację społeczną, spisu nie będzie w Kosowie, mimo, że Belgrad uznaje ten kraj za integralną część swojego państwa. Ale to nie jedyne miejsce, w którym nie dojdzie do przeliczenia liczby mieszkańców i ich majątku. Zarówno bowiem Albańczycy z południa Serbii (Preševo, Bujanovac, Medveđa), jak i część Boszniaków z Sandżaku (Novi Pazar, Raszka) zapowiedziało bojkot tego wydarzenia.
Jeden z dwóch przywódców podzielonej Wspólnoty Islamskiej w Serbii, Muamer Zukorlić, którego siedziba znajduje się w Nowym Pazarze (jedynym uznawanym przez Belgrad przywódcą muzułmanów w Serbii jest Reis-ul Ulema Adem Zilkić z siedzibą w stolicy kraju) oraz przywódcy Albańczyków z rejonu Bujanovaca, wezwali do bojkotu członków swoich narodów, argumentując go trwającą w ich mniemaniu dyskryminacją mniejszości, która przejawia się także w samym spisie poprzez użycie w ankietach jedynie języka serbskiego zapisanego wyłącznie cyrylicą. Choć za odmowę uczestnictwa w spisie lub podania odpowiedzi grozi kara w wysokości od 20 do 50 tys. dinarów (od 870 do 2175 zł), to raczej nie należy się spodziewać egzekucji tego przepisu. Mogłyby one bowiem wywołać zamieszki w kraju.
Respondenci nie będą musieli odpowiadać na 4 spośród 70 pytań, mianowicie o swojej przynależności narodowej religijnej, języku ojczystym i niepełnosprawności. Pierwsze rezultaty znane będą do 15 listopada br., zaś cała analiza ukończona zostanie do końca 2013 roku.
Za przebieg i ewaluację spisu powszechnego odpowiedzialny jest Urząd Statystyczny (RZS), ale samych rachmistrzów do pracy przygotowywało i szkoliło 5 tys. gminnych i 300 krajowych instruktorów. Na realizację spisu powszechnego przeznaczono blisko 2,7 mld dinarów (117,45 mln zł), co oznacza, że przeciętny koszt na jednego mieszkańca wynosi 340 dinarów, a to czyni spis najtańszym w regionie. Największy wydatek to płace dla rachmistrzów, przeciętnie 22 tys. dinarów (ok. 960 zł) na każdego. Środki na sfinansowanie tego wydarzenia pochodzą po części z budżetu państwa (51%), a po części z unijnych funduszy przedakcesyjnych (49%).
Szef delegacji UE w Serbii, Vincent Degert wyraził przekonanie, że spis powszechny będzie przeprowadzony według wszystkich standardów unijnych, gdyż szczególną uwagę przy jego organizacji poświęcono mniejszościom narodowym. Rachmistrzowie nie tylko wywodzić się będą z różnych grup narodowych, ale będą wyposażeni w zbiór formularzy i objaśnień przetłumaczonych na dziewięć języków (w tym i na angielski), w regionach, gdzie dana mniejszość stanowi co najmniej 15% pytania postawione zostaną w języku mniejszości, a każdy respondent będzie mógł wypełnić formularz w swoim ojczystym języku.
Tym, których spisujący nie zastaną w domu, pozostawiona zostanie w drzwiach informacja o terminie następnej wizyty. W ten sam sposób ankietowani mogą powiadomić rachmistrza o dogodnym dla siebie czasie spisu. Jeśli po trzykrotnej wizycie mieszkańcy nie zostaną zastani, najważniejsze informacje zostaną zebrane od sąsiada.
Na formularzu P-1 znajdą się pytania dotyczące tożsamości danej osoby, jej statusu społecznego, ekonomicznego i sytuacji zdrowotnej, zaś na formularzu P-2 informacje o gospodarstwie i mieszkaniu.
Wśród pytań znajdujących się na ankiecie po raz pierwszy znajdą się te, dotyczące niepełnosprawności, statusie matrymonialnym, umiejętności obsługi komputera i korzystania z Internetu. Zadane zostaną także pytania o migracjach w ostatnim dziesięcioleciu, które służyć będą oszacowaniu liczby powojennych emigrantów i repatriantów. Sprawdzona zostanie także wewnętrzna migracja, ze szczególnym uwzględnieniem osób, które uciekły bądź wyjechały z Kosowa. Na listach znajdą się również bezdomni przebywający w schroniskach.

Pierwsze dni spisu bez większych incydentów
Nieuznawana przez rząd Rada Narodowa Sandżaku, bliska muftiemu Muamerowi Zukorliciu, wezwała Boszniaków do bojkotu spisu powszechnego, by w ten sposób zwrócić na siebie uwagę wspólnoty międzynarodowej. Jednak po trzech dniach trwającego spisu można powiedzieć, że nawoływania do bojkotu w regionie nie znalazły poparcia wśród mieszkańców. Do tej pory w Nowym Pazarze spisano ponad 17 tys. osób, a wypełnienia ankiety odmówiło zaledwie 80 obywateli.
W Bujanovcu wśród rachmistrzów, którzy wyszli na spis nie było Albańczyków, gdyż ci zrezygnowali z powierzonej im pracy. Mieli oni za zadanie obejść 57 ze 149 okręgów. Na południu Serbii odnotowano pierwszy incydent. W Miratovcu koło Preševa, kobieta-rachmistrz została werbalnie zaatakowana, a następnie przegnana ze wsi, zamieszkałej wyłącznie przez Albańczyków. Wcześniej miejscowy mieszkaniec zmusił panią rachmistrz do zniszczenia zebranych danych. Z tego powodu póki co zrezygnowano z przeliczania miejscowości zamieszkałych wyłącznie przez Albańczyków.

Komentarz:
Bojkot zapowiedziany przez politycznych i religijnych liderów społeczności albańskiej i boszniackiej ma charakter nie tyle techniczny co polityczny. Mała część ludności muzułmańskiej w Sandżaku, której przewodzi imam Muamer Zukorlić nie chce podporządkować się regułom państwowym panującym w Serbii. Ich interesy polityczne umiejscowione są w Bośni i Hercegowinie, którą uważają oni za swoją prawdziwą ojczyznę. Oczywiście rząd w Belgradzie mógł przewidzieć, że cyrylica nie będzie akceptowana przez wszystkich obywateli i przeprowadzić spis przy użyciu alfabetu łacińskiego, który jest drugim oficjalnym alfabetem w kraju.
łaciński alfabet nie pomógłby jednak w sytuacji Albańczyków z południa Serbii. Ich miejscowy lider polityczny, Riza Halimi sprzeciwia się spisowi ze względu na fakt, że przeliczeni zostaną uciekinierzy z Kosowa, a nie zostaną uwzględnione osoby, które opuściły samą Serbię ze względu na łamanie praw człowieka. Prawdziwym jednak powodem odmowy uczestnictwa w spisie powszechnym wśród Albańczyków jest jednak chęć zademonstrowania solidarności z Albańczykami z Kosowa, którzy sprzeciwiają się postawie tamtejszych Serbów, chcących odizolować północną część Kosowa od reszty państwa i przywrócić go Serbii. Postawa serbskich Albańczyków jest więc demonstracją nieposłuszeństwa wobec podobnej postawy Serbów w Kosowie.
Wszystko wskazuje na to, że po spisie (nie)powszechnym Serbia, która stara się podporządkować unijnym standardom i odejść od modelu państwa narodowego ku państwu obywatelskiemu i wieloetnicznemu, okaże się krajem zamieszkałym niemal jedynie przez Serbów. Społeczność albańska i pewna część Boszniaków, popierająca imama Zukorlicia nie zostanie policzona, a tym samym zidentyfikowana, co nie tylko stwarza problem statystyczny.
Taką postawą mniejszości skażą się na niebyt i stracą realne narzędzie do zaprezentowania się międzynarodowej opinii publicznej, a przez to uzyskania wszelkiego rodzaju pomocy humanitarnej i finansowej od światowych organizacji dla zamieszkiwanego przez nich regionu, z drugiej strony rząd w Belgradzie nie będzie mógł do końca ocenić siły politycznej z jaką przyjdzie mu się dalej mierzyć. Niespisani obywatele to nie tylko niezidentyfikowana grupa antypaństwowców, ale także ukryte informacje o pochodzeniu mieszkańców regionu, ich sytuacji społecznej i ekonomicznej. Nie jest tajemnicą, że tak wśród części Albańczyków z południa Serbii, jak i popleczników Zukorlicia znajdują się radykalni muzułmanie, gotowi w taki, czy inny sposób prowadzić dżihad. Przekonał się o tym ostatnio Reis-ul Ulema Zilkić, który w sierpniu br. został zaatakowany przez młodych radykałów, kiedy wracał z obiadu w ambasadzie USA. Nie przeprowadzony w tych rejonach spis powszechny i wynikający z niego brak wiedzy obniża bezpieczeństwo całego kraju, regionu Bałkanów Zachodnich, jak i Europy silnie narażonej na działania terrorystów.
W miejscowościach zamieszkałych przez ludność różnych narodowości, do pewnego stopnia będzie się można oprzeć na danych przekazanych przez sąsiadów, tam jednak, gzie mieszkają zamknięte społeczności, trudno będzie przeprowadzić nawet statystyczne szacunki.
Techniczne wątpliwości co do adekwatności spisu budzi możliwość manipulacji informacją wśród niepiśmiennych Romów, którzy nie będą w stanie zweryfikować treści, ani nanieść jej na formularzu nawet w rodzimym języku. Problem ten dotyczy jednak nie tylko Serbii i tamtejszych Romów, ale niemal całego Półwyspu Bałkańskiego.

Źródła: pressonline.rs, kurir.rs, e-novine.com, novosti.rs, nin.co.rs, danas.rs, politika.rs

About Łukasz Fleischerowicz

KOMENTARZE