Home / Polityka / Świat znów płaci za Bałkany? – Komentarz do artykułu w GW

Świat znów płaci za Bałkany? – Komentarz do artykułu w GW

źródło: Dimitri Georganas (AP)


Poznań, Sofia| 14 grudnia 2011 r.

Autorzy: Joanna Nowak, Łukasz Fleischerowicz

12 grudnia br. w Gazecie Wyborczej pojawił artykuł Andrzeja Lubowskiego pt. „Świat znów płaci za Bałkany”, sugerujący, iż światowy kryzys rozpoczął się na Bałkanach (Grecja), a jego podłoże miało miejsce w czasach rozpadu Jugosławii. Czy można się z tym zgodzić?

Pan Andrzej Lubowski, znakomity ekonomista i dziennikarz, mimo swojego niepodważalnego autorytetu w dziedzinach, którymi się zajmuje, przedstawia genezę obecnych problemów Unii Europejskiej opierając się na amerykańskiej wersji wydarzeń. To z jednej strony nie dziwi, mając na uwadze fakt, że autor mieszka od lat w USA. Niezrozumiałym jest jednak akcent jaki stawia on w całym tekście wydając wyrok na Bałkany za złą sytuację gospodarczą na świecie, mieszając całkowicie porządek rzeczy.

Autor źródeł kryzysu doszukuje się w „zdumiewającej” chęci uznania niepodległości Chorwacji i Słowenii przez Niemcy. Oskarża też Wielką Brytanię, Francję i Grecję o złamanie obietnicy (złożonej 9 grudnia 1991 r. prezydentowi G.H.W. Bushowi) danej Stanom Zjednoczonym, że te nie uznają niepodległości Chorwacji i Słowenii, „poddając się presji Niemiec”.

Przedstawiona amerykańska wersja wydarzeń europejskich próbuje przekonać czytelnika, że Niemcy zrezygnowali ze swojego uparcie powtarzanego żądania, aby unii monetarnej towarzyszyła unia fiskalna, gdyż chcieli uznania Słowenii i Chorwacji przez pozostałe 11 krajów, co motywowane było z kolei niejako wrodzoną (historycznie motywowaną) niechęcią wobec Serbów. To, jak słusznie mieli przewidzieć Amerykanie, przypieczętowało rozpad Jugosławii i doprowadziło do walk w Bośni i Kosowie.

Na podstawie tekstu trudno zrozumieć, dlaczego Niemcy (a właściwie Hans Dietrich Genscher), znani ze swej ekonomicznej mądrości mieli zrezygnować z rozsądnej polityki fiskalnej na rzecz sentymentalnej niechęci wobec Serbów z czasów II wojny światowej (zwłaszcza, że to Serbowie mogliby zarzucić więcej Niemcom, niż na odwrót).

Nie mając możliwości uzyskania zgody na unię fiskalną (tej nie chciała Francja), autor powołuje się na spekulacje, że Niemcy ugrały niepodległość dla Chorwacji i Słowenii, przekonując też Wielką Brytanię, która domagała się wyłączenia jej z ustawodawstwa społecznego Unii.

Pan Andrzej Lubowski na łamach Gazety Wyborczej stara się nie tylko wybielić USA „obawiające się rozpadu Jugosławii” i „zdumione stanowiskiem Niemiec”, które poparły prawo do samostanowienia przypisane wszystkim narodom, ale i obwinia pośrednio EWG o wybuch wojny w Bośni i Kosowie: „Niemcy uzyskały od pozostałych 11 krajów członkowskich zgodę na uznanie niepodległości Chorwacji i Słowenii, co przypieczętowało rozpad Jugosławii i doprowadziło do walk w Bośni i Kosowie”.

Niestety, w czasie wojny na Bałkanach od 1991 do 1995 roku (a nie jak sugeruje tekst – do końca 1991 r.), tak Europa, jak i Ameryka biernie patrzyły na to, co dzieje się w Jugosławii, pozostając głuchymi na tragedię cywilów w miastach i wsiach Bośni i Chorwacji. Choć może warto powiedzieć, że nie do końca była to postawa bierna, bo przecież Europa ubijała dobry interes sprzedając broń ofiarom rzezi, tym samym dając im narzędzie do wendety na niewinnych cywilach.

Kiedy mieszkańcy Jugosławii zostali pozostawieni samym sobie, Europa zajęta była formowaniem Unii, elitarnego klubu dobrobytu, współpracy i kultury. Tytuł „Świat znów płaci za Bałkany” jest nie tylko krzywdzący dla mieszkańców regionu, ale i dla samych „rzeźników” byłej Jugosławii, którzy w ogóle nie brali udziału w debacie o formującej się unii monetarnej.

Trzeba by raczej stwierdzić, że to „Bałkany znów płacą za problemy w Europie” (jeśli nie na świecie), gdyż ze względu na wewnętrzne problemy w UE, Bułgaria i Rumunia nie mogą przystąpić do Schengen, a brak jednolitej strategii polityki zagranicznej powoduje to, że Serbia uzyskuje co rusz nowe warunki rozpoczęcia negocjacji w sprawie przystąpienia do europejskiego klubu. I tutaj słowo „znów” byłoby bardziej na miejscu, jako, że zdecydowana postawa „Świata” w 1991 r. zapewne powstrzymałaby „złych Serbów” od wszczynania wojny przeciwko współobywatelom i rezygnacji z walki o jedność ojczyzny, którą uważali za niepodzielną, i o którą walczyli podczas II wojny światowej z nie mniejszym poświęceniem niż Amerykanie, Francuzi, czy Brytyjczycy.

Przy większym zaangażowaniu się w regionie, nie zaś przy załatwianiu swoich partykularnych interesów, może udałoby się porozumieć z Miloszeviciem, Tudjmanem, Kuczanem, Izetbegoviciem, Bulatoviciem i Gligorowem. Wtedy pomniki z brązu (a nie „bronzu”) stawiano by nie tylko Genscherowi i nie tylko w Chorwacji. Pora więc, by zarówno Europa, jak i USA „zajrzały do swego sumienia i uderzyły się w piersi”. Pierwsi by nie oskarżali Bałkanów o stymulowanie kryzysu wewnątrz samej Unii, drudzy by nie mieszali porządku historii zestawiając wojnę w byłej Jugosławii z konfliktem w Kosowie. W obu przypadkach jedno ma mniej niż więcej wspólnego z drugim.

Link do artykułu w GW

Zdjęcie: Dimitri Georganas (AP)


About Joanna Nowak

...
KOMENTARZE