Home / Bałkany / Szef dyplomacji Rumunii stracił pracę za skandal w dniu wyborów prezydenckich
Wybory w Londynie źródło gandul.info

Szef dyplomacji Rumunii stracił pracę za skandal w dniu wyborów prezydenckich

Minister Titus Corlăţean poniósł odpowiedzialność za dantejskie sceny przed rumuńskimi placówkami dyplomatycznymi 2 listopada, kiedy tysiącom jego rodaków nie udało się oddać głosu w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Titusa Corlăţeana 10 listopada zastąpił Teodor Meleşcanu, były szef wywiadu zagranicznego Rumunii.

Po pierwszej turze wyborów w Bukareszcie i w innych miastach Rumunii, a także przed rumuńskimi ambasadami zagranicą, tysiące ludzi protestowały przeciwko niedociągnięciom w organizacji wyborów. Aby móc zagłosować, niejednokrotnie trzeba było spędzić kilka godzin w kolejce, jak przed ambasadą Rumunii w Londynie, gdzie wściekłych wyborców musiała uspokajać brytyjska policja.

Titus Corlatean źródło ultimele-stiri.eu

Jako polityk Corlăţean uosabiał wszystkie osobliwości rumuńskiej socjaldemokracji, która bardziej niż formację opartą na lewicowych wartościach, stanowi bezideowy blok wspierania własnych karier, oparty na bliskim sojuszu z Kościołem i światem podejrzanego biznesu. Wzorem swojego szefa – premiera i kandydata na prezydenta Victora Ponty  – w wystąpieniach publicznych akcentował przywiązanie do Kościoła Prawosławnego, a za wzór do naśladowania wskazywał św. Pawła. W ubiegłym roku, w wystąpieniu podczas zjazdu Sojuszu Rumuńskich Rodzin, krytykował kraje zachodnie za uleganie społeczności LGBT, której żądania podważają chrześcijański fundament społeczeństwa. W swych poglądach na sprawy obyczajowe nie różnił się zasadniczo od innych partyjnych kolegów i koleżanek. Jego politycznym mentorem (podobnie jak premiera Ponty) był premier Adrian Năstase, skazany później za udział w aferze korupcyjnej.

Kiedy w 2013 roku Rada ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Unii Europejskiej po raz kolejny odroczyła przyjęcie Rumunii do grupy Schengen, obrażony minister mówił, że tak jak dotychczas Rumunia dawała sobie radę bez Schengen, tak potrafi sobie radzić dalej. Raport wykazywał niedociągnięcia w funkcjonowaniu rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości, m.in. ataki na niezależność sędziów i urzędników ze strony mediów, czy upolitycznienie stanowiska rzecznika praw obywatelskich. Fakt, że Rumuni z Bułgarami od kilku lat bezskutecznie pukają do drzwi Schengen, stanowi zapewne jedną z największych porażek rumuńskiej dyplomacji za rządów Titusa Corlăţeana.

Co ciekawe – minister, który rozsierdził tysiące swoich rodaków żyjących zagranicą – pełnił wcześniej funkcję sekretarza stanu ds. kontaktów z diasporą, a także jest autorem ustawy, która miała roztoczyć przez Bukareszt opiekę nad obywatelami kraju żyjącymi zagranicą. Według rozmaitych danych, po wejściu Rumunii do Unii Europejskiej w 2007 roku, poza granice kraju wyjechało ponad 2 miliony obywateli, najwięcej do Włoch i Hiszpanii.

Teodor Melescanu źródło nasul.tv

Następca zdymisjonowanego ministra – Teodor Meleșcanu – to doświadczony weteran rumuńskiej sceny politycznej i dyplomacji. Już raz – w latach 1992-1996 – pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych, ostatnio szefa Służby Wywiadu Zagranicznego. Corlăţean zostawia mu w spadku trudną sprawę tajnych więzień CIA na terenie Rumunii. Kiedy w 2013 roku Parlament Europejski wezwał Rumunię do przeprowadzenia rzetelnego i bezstronnego śledztwa w sprawie więzień premier Ponta odpowiedział, że „nie ma pojęcia o jakich więzieniach jest mowa”. Inny ważny problem, z którym musi się wkrótce zmierzyć rumuńska dyplomacja, to wybory parlamentarne w Mołdawii w tym miesiącu, które rozstrzygną o proeuropejskim albo prorosyjskim kursie Kiszyniowa. Niepodległa Mołdawia, do 1940 roku część Rumunii, wzorem wschodniej Ukrainy, może stać się obszarem działań dywersyjnych Moskwy, które zawróciłyby kraj z drogi integracji europejskiej. Największym sojusznikiem Kiszyniowa na drodze do Unii jest Rumunia, której wszyscy najważniejsi politycy, z premierem Pontą włącznie, popierają ponowne zjednoczenie obydwu krajów.

W najbliższą niedzielę, 16 listopada, rywalem Victora Ponty w drugiej turze wyborów prezydenckich będzie kandydat centroprawicy, burmistrz Sybina i Niemiec z pochodzenia Klaus Iohannis. Według sondaży większe szanse ma Ponta, ale Rumuni już nieraz wykazali, że potrafią zaskakiwać przy urnach. Do historii rumuńskiej satyry przeszły obrazy z wieczoru wyborczego podczas drugiej tury wyborów prezydenckich w 2009 roku, pokazujące skaczącego z radości kandydata socjaldemokratów Mirceę Geoanę. Chociaż exit polls wskazywały na niego, kilka godzin później okazało się, że kolejne pięć lat w pałacu Cotroceni spędzi dotychczasowy szef państwa Traian Băsescu.

Krzysztof Górski

źródła: romanialibera.ro, hotnews.ro, antena3.ro

About Krzysztof Górski

Gdańszczanin z urodzenia i z wyboru, nie wyobraża sobie życia bez większej wody, najchętniej słonej. Rumunofil. Pisze pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim, która dotyczy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Po jej ukończeniu marzy mu się praca na uczelniach w Dar es Salaam, Mombasie albo Luandzie.
KOMENTARZE