Home / Baklava / Balkantroter / Tajemnice Salonik

Tajemnice Salonik

Złoty piasek, przepiękne plaże, gorące słońce, śródziemnomorska kuchnia i niezliczona ilość starożytnych zabytków, czyli po prostu Grecja. Każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie. Dla miłośników kultury – nie tylko antycznej – Hellada stanowi niewyczerpane zagłębie wrażeń i wzruszeń.

Z czym bowiem można porównać oglądanie z bliska pozostałości starożytnej cywilizacji, znanej wszystkim ze szkolnych podręczników? To w Grecji dotkniemy starożytnej kolumny na Akropolu i będziemy mieli okazję podziwiać mury obronne, które wzniesione zostały przed dwoma tysiącami lat. Możemy poczuć się trochę tak, jakbyśmy przenosili się jedną nogą w przeszłość. Wielu turystów odwiedza tylko te najbardziej znane i polecane we wszystkich przewodnikach miejsca. Niestety, czas trwania urlopu zwykle nie pozwala na więcej. Polecałabym jednak wypróbowanie innej odmiany zwiedzania, czyli odkrywania miejsc, do których rzadko dociera masowy turysta.

LadadikaO Salonikach słyszeli wszyscy. Biała Wieża, ruiny zamku, pozostałości baszty obronnej,  kościół św. Demetriusza zwykle wywołują jakieś skojarzenia. Jednak nawet ci, którzy byli w okolicy tych zabytków, skupili się na podziwianiu rzeczy oczywistych, rezygnując ze zwrócenia uwagi na urokliwe i nieraz zaskakujące szczegóły.

Kościół św. Demetriusza kryje w sobie wiele tajemnic. Dwukrotnie padł ofiarą pożaru, został odbudowany prawie od podstaw. Pozostały jednak oryginalne kolumny, wbudowane w nowy kościół, stara przepiękna kapliczka w prawej bocznej nawie oraz część ścian prawej bocznej nawy. Po czym je poznać? Cóż, są osmolone. Nie pomalowano tych elementów, które przetrwały pożogi, po to, by zachować je w ludzkiej, jakże ulotnej skądinąd, pamięci.

Pod budynkiem kryją się katakumby. Ciężko się do nich dostać, bo godziny otwarcia nie są dostosowane do turystów. Jednak warto się zawziąć, wrażenia są bowiem niezapomniane. Promienie słońca prześwitujące do podziemia, marmurowe łaźnie i ekspozycja antycznych eksponatów na pewno zostaną nam w pamięci. Pod koniec wędrówki dochodzimy do maleńkiej celi, gdzie był więziony, a następnie stracony św. Demetriusz (w wersji greckiej: Dimitrios), patron Salonik. Jego święto obchodzone jest hucznie, w obecności najwyższych dostojników kościoła prawosławnego oraz lokalnych władz 25 października.

Korzystając z okazji: 28 października odbywają się oficjalne parady sił wojskowych dla uczczenia „Dnia Ochi” (w tłumaczeniu: „dzień Nie”). To wtedy w 1940 r. Królestwo Grecji rozpoczęło wojnę z Królestwem Włoch, odmawiając zgody na przemarsz włoskich wojsk przez teren Grecji. Należy też dodać, że dziś, tj. w czwartek 25 października 2012r., rozpoczęły się uroczyste obchody jubileuszowe z okazji setnej rocznicy wyzwolenia Salonik spod okupacji tureckiej trwającej prawie 400 lat.

Saloniki z lotu ptakaZamek w Salonikach to właściwie resztka murów obronnych, charakterystyczna baszta obronna i pozostałości innej baszty (w obrębie murów wewnętrznych), które stanowiły przez lata tureckie więzienie dla Greków. Na co warto zwrócić uwagę? Na uroczą panoramę miasta (najlepiej widoczną z położonych na zboczu kawiarenek z balkonami), na wbudowany w mury stary kamienny domek oraz na męski klasztor Wlatadon, usytuowany zaraz obok bramy głównej. Na jego terenie znajduje się urokliwy kościółek pochodzący z XIV w., pełen bardzo dobrze zachowanych fresków i ikon. Zwykle jest zamknięty, malowidła można jednak podziwiać przez szyby lub próbować odnaleźć mnicha – klucznika. Towarzyszące zwiedzaniu krzyki, docierające bez przerwy do uszu, nie powinny wywoływać przerażenia. To rzadkiej urody pawie, hodowane przez mnichów. Nieczęsto spotykane, ponieważ Grecy są przesądni i trwoży ich pawi głos. Wierzą, że wróży śmierć.

Po zwiedzeniu zamkowego wzgórza dobrze jest nie korzystać z autobusu, tylko zagłębić się w urokliwe zaułki. Nie należy się obawiać, zgubić się tutaj ciężko, bo droga w dół prowadzi zawsze ku morzu – czyli w konsekwencji ku głównym ulicom miasta.

A jak już mówimy o szwędaniu się tam i siam… Ladadika to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Jest to dzielnica położona zaraz przy porcie, pełna (w dosłownym tego słowa znaczeniu) kawiarenek, małych tawern, klubów muzycznych (mój ulubiony „Kismet” z klasyczną muzyka rockową i koncertami na żywo), miód dla oczu i zgłodniałego zwiedzaniem żołądka.

panorama Salonik z rejsowego statku turystycznego "kiedy ranne wstają zorze"Można tez obrać konkretny kierunek – Lattomio. Są to pozostałości dawno już nieistniejącego tutaj kamieniołomu. Ciągle jednak istnieje maleńki kościółek pod wezwaniem Ossios Dawid („Kości Dawida”), którego powstanie datowane jest na koniec V lub początek VI w. (otwierany dla każdego turysty, klucz u jednej z pobliskich mieszkanek, kontakt w języku greckim), oraz bijące wprost ze skały źródełko, ukryte w grocie. Według podań ma ono właściwości uzdrawiające, wystarczy napić się krystalicznie czystej wody. Klucz dostaniemy u tej samej pani.

Nocą (ale w świetle słońca również) polecam rejs pirackim stateczkiem wzdłuż wybrzeża, aby pozachwycać się panoramą Salonik „z morza”. Nie kosztuje to wiele (trzeba tylko zamówić coś do picia), a widok naprawdę niecodzienny.

Wniosek z tego jest taki, że kilka dni wakacji nie wystarczy na gruntowne zwiedzenie Salonik. A mam jeszcze niewyczerpaną liczbę pomysłów, co warto byłoby obejrzeć przy okazji pobytu w mieście noszącym imię siostry Aleksandra Macedońskiego.

Małgorzata Baczyńska

KOMENTARZE