Home / Baklava / Trzy perełki rumuńskiego rocka na jesienne (i nie tylko) wieczory
photorock1

Trzy perełki rumuńskiego rocka na jesienne (i nie tylko) wieczory

Późna jesień, gdy dni są szare i krótkie, a wieczory zapadają wcześnie i ciągną się w nieskończoność, jak najlepiej nadaje się na odkrywanie czegoś nowego, nieznanego i fascynującego. Otóż chciałabym podzielić się swoimi odkryciami muzycznymi z różnych lat i w tym celu wybrałam 3 kawałki rumuńskiego rocka, które, według mnie, dobrze oddają jego ducha i obecny stan, i potrafią pozytywnie zaskoczyć. Dlaczego właśnie rumuńskiego? Chociażby, dlatego, że rock w Rumunii to więcej, niż rock. Muzyka rockowa, owa córka rock-and-roll’a i wnuczka blues’a, z założenia ma podłoże rewolucyjne, ponieważ jej wyodrębnienie się z rock-and-roll’a w bardzo zróżnicowany, wielonurtowy samodzielny gatunek w latach 50-60 XX wieku, wiązało się z rewolucją. I to nie tylko muzyczną, lecz również zwyczajową, społeczną i nawet polityczną, gdyż muzyka ta była bliska ideologii hippisów, którzy wyrażali swój sprzeciw wobec wojny w Wietnamie. To pewnie z tej przyczyny w czasach dyktatury Ceausescu rock zajmował szczególne miejsce w życiu tej części rumuńskiego społeczeństwa, jaka ostatkiem sił usiłowała nie stracić zdrowego rozsądku i dystansu do ponurej i okrutnej rzeczywistości. Tu należy dodać, iż w ostatnich czasach rock w Rumunii jest już pozbawiony jakiegokolwiek wydźwięku politycznego, co dla wielu słuchaczy, zresztą, jest raczej zaletą.

W moim rankingu nie może zabraknąć prawdziwej legendy i weterana rumuńskiej sceny rockowej – zespołu Phoenix. Postały w latach 60-ch w Timiszoarze i zakazany niegdyś przez samego wodza, ten zespół przetrwał do dziś i od czasu do czasu nawet występuje z koncertami. Piosenki z podtekstem politycznym zajmują ważne, choć nie główne miejsce w twórczości Phoenix’a – jest on znany, przede wszystkim, ze świetnych przeróbek rumuńskiego folkloru (weźmy chociażby ich wersję rumuńskiej pieśni ludowej Andrii Popa, o słynnym hajduku – rumuńskiej wersji Robina Hooda) i popularnych na Bałkanach melodii, takich, jak np. imitująca śpiew skowronka żwawa Ciocârlia – w interpretacji Phoenix’a tradycyjne skrzypce zostały zastąpione przez gitary:

https://www.youtube.com/watch?v=CBW3J3swy_s

Ziua vrãjitoarelor (Dzień wiedźm) z repertuaru metalowego zespołu Cargo, również pochodzącego z transylwańskiej Timiszoary (jak widać, Transylwania jest kolebką nie tylko wampiryzmu, lecz również rumuńskiego rocka), pogrąża w mrocznym, lekko psychodelicznym świecie siedmiogrodzkich wiedźm i wampirów. Wyraziste brzmienie wraz z chłodnym, nieco zdystansowanym głosem wokalisty stwarzają niezwykły efekt – zdecydowanie, not for heavy-metal lovers only.

https://www.youtube.com/watch?v=h7n4wruuH68

Na zakończenie nie mogę pominąć melancholijnej ballady pt. Iubire (Miłość) w wykonaniu zespołu Travka, należącego do nowej, młodszej generacji, który, mimo że powstał stosunkowo niedawno (w 2002r), już może pochwalić się liczbą rzeszą fanów zarówno w Rumunii, jak i poza jej granicami. Ta młoda i ambitna kapela z miasta Focșani we wschodniej Rumunii reprezentuje rock alternatywny, a jej brzmienia ostatnimi czasy dryfują w kierunku coraz bardziej elektronicznym:

https://www.youtube.com/watch?v=23Qtmpi1ZaQ

Wymienione powyżej utwory i zespoły są, rzecz jasna, tylko małą kroplą w morzu. Ten bardzo subiektywny mini-ranking ma posłużyć jako do zachęta do dalszych poszukiwań – zapewniam, że rumuński rock kryje w sobie wiele niespodzianek.

About Elena Camara

Tłumaczka z zawodu, bałkanistka z zamiłowania i wskutek okoliczności życiowych. Urodziła się w Azerbejdżanie, studiowała filologię polską na Uniwersytecie Słowiańskim w Baku oraz na UAM w Poznaniu. Od ponad trzech lat mieszka w Rumunii. Marzy o podróży wiodącej przez cały Półwysep Bałkański.
KOMENTARZE