Home / Baklava / Turystyka wojenna w byłej Jugosławii
sarajevo-rose460_1729757c

Turystyka wojenna w byłej Jugosławii

Jeziora Plitwickie, oszałamiająco piękny Dubrownik, sarajewska starówka z czterema świątyniami czy belgradzki Kalemegdan – to tylko niektóre z miejsc, które stanowią turystyczny kanon dla zwiedzających kraje byłej Jugosławii. Jednak nie dla wszystkich są to główne cele podróży. W ostatnich dziesięcioleciach medialny obraz Bałkanów poza pięknem przyrody oraz bogactwem kultur uzupełniony został o wyniszczającą i tragiczną w skutkach (także dla kulturowego dziedzictwa) wojnę. Stąd też dla wielu, głównie zachodnich turystów, podróż np. do Bośni nie może obyć się bez spaceru po sarajewskiej Alei Snajperów (bądź też obejrzeniu jej z „tej drugiej” perspektywy ze wzgórz otaczających miasto) czy też szlakiem „sarajewskich róż”. Dodatkowo wielu turystycznych przewodników oferować im będzie wyjazdy do Srebrenicy czy – już mniej oficjalnie – wycieczkę po dosyć licznie jeszcze występujących w kraju polach minowych. Wszystkie tego typu oferty należą do nurtu tzw. turystyki wojennej.

Turystyka wojenna (ang. warzone tourism), będąca częścią tzw. dark tourism, to dosyć prężnie rozwijająca się gałąź tego przemysłu. Polega ona, jak sama nazwa wskazuje, na podróżowaniu w celach turystycznych do miejsc, w których w niedalekiej przeszłości toczyły – lub nadal się toczą – działania wojenne. W ramach dark tourism rozwija się także m.in. turystyka do miejsc dotkniętych klęskami żywiołowymi czy różnorakimi katastrofami. Zasadniczym jej celem jest jednak odwiedzenie miejsca związanego ze śmiercią wielu osób bądź z wyobrażeniem na jej temat, także przebyciu szlaku osób kojarzonych powszechnie ze śmiercią. Przykładowymi turystycznymi celami dark tourism będą więc Srebrenica, Auschwitz, tzw. „strefa zero” w Nowym Jorku, zniszczona w czasie huraganu Katrina część Nowego Orleanu, Czarnobyl, rumuńskie zamki rzekomo związane z hrabią Drakulą czy – jak się okaże poniżej – Belgrad. Rozwija się w ramach alternatywnej turystyki, której głównym założeniem jest omijanie popularnych, bezpiecznych miejsc, należących do kanonu tych, które „trzeba” zobaczyć oraz dotarcie do, najczęściej jedynie wyobrażonej, „autentyczności”.
Turystyka wojenna na obszarach byłej Jugosławii nie jest wbrew pozorom zjawiskiem ukształtowanym po wojnie. Pierwsze wycieczki na tereny, gdzie toczyły się regularne walki, zorientowane na zapewnienie turystom niebezpiecznych przeżyć, miały odbywać się już w październiku 1992 roku, a organizował je jeden z włoskich agentów turystycznych, Massimo Beyerle, który specjalizował się w tego typu wyprawach w różne zakątki ogarniętego konfliktami świata. Jego klienci spędzali na bośniackim czy chorwackim froncie zwykle dwa tygodnie. Przez cały czas oczywiście byli ochraniani, używali m.in. kamizelek kuloodpornych i hełmów, a w razie nieprzewidzianej sytuacji nad ich bezpieczeństwem czuwali też gotowi udzielić w każdej chwili pomocy lekarze. Ujrzenie miejsc znanych z telewizyjnych programów informacyjnych i doświadczenie na własnej skórze historii miało kosztować każdego z uczestników wycieczki 25 tysięcy dolarów.

Wraz z zakończeniem konfliktów, zwłaszcza w Bośni i Chorwacji pojawiło się wielu licencjonowanych przewodników, którzy na własną rękę oprowadzali turystów po miejscach pamięci o wojnie. Wojenne wycieczki, których celem było Sarajewo, zaczęły masowo pojawiać się już cztery miesiące po podpisaniu porozumień z Dayton, na początku 1996 roku. Sarajewski przewodnik, Zijo Jusufović, pierwszy akredytowany przewodnik miejski po wojnie, proponował kilkugodzinną wycieczkę o nazwie „Mission Impossible Tour”, która obejmowała odwiedzenie sarajewskich cmentarzy (podczas oblężenia tworzonych m.in. na miejskich stadionach), zniszczonego kompleksu obiektów olimpijskich oraz przejście słynnym tunelem, którym uciekinierzy wydostawali się z miasta. Można nieco ironicznie powiedzieć, że nikt nie zrobił tyle dla rozwoju wojennej turystyki w Bośni, co właśnie Jusufović. Poza swoim standardowym i najpopularniejszym programem sarajewskim, oferował on ponadto całodzienne wycieczki po wschodniej Bośni, ze szczególnym uwzględnieniem Srebrenicy czy tak spektakularne, jak również ryzykowne wyprawy na pola minowe pod Sarajewem. Podobno na specjalne życzenie klienta organizował także spotkania z mudżahedinami. Z kolei w 1997 roku jedna z agencji turystycznych z Barcelony proponowała swoim klientom tygodniowy wyjazd do Sarajewa, którego największą z atrakcji, poza zwiedzaniem, były regularne posiłki skomponowane z racji żywnościowych otrzymywanych w czasie wojny przez mieszkańców miasta w ramach pomocy humanitarnej, spożywane przez turystów w ciemnej piwnicy-schronie.

Tony Johnston, jeden z badaczy zajmujący się naukową analizą tego zjawiska, zastanawia się nad motywacją ludzi odwiedzających takie miejsca. Stwierdza on, że turystami powoduje głównie pragnienie ujrzenia na własne oczy obrazów miejsc znanych im z gazet czy telewizyjnych wiadomości1 – przypominać to może niereżyserowany film akcji, w którym turysta jest nie tylko widzem, ale i jednym z aktorów. Dark tourism, według twórców tego pojęcia, Malcolma Foleya i Johna Lennona, „sytuuje się na styku najnowszej historii znaczonej nieludzkimi aktami oraz jej reprezentacjami w wiadomościach i filmach”2. Z drugiej strony same miejsca odwiedzane przez turystów poszukujących rzeczywistego odzwierciedlenia medialnych obrazów wojen są w pewien sposób utowarowione. Stają się produktem, który, za nierzadko wysoką opłatą, prezentuje się głodnemu wrażeń konsumentowi. Są więc tym samym źródłem zysku dla organizatorów tego typu wycieczek – a także dla lokalnych władz, które upamiętniają wojnę, choćby poprzez nieodbudowywanie lub nieburzenie niekiedy całkowicie zniszczonych budynków czy współtworzenie wycieczek ich śladami (każdy, kto odwiedził Sarajewo, widział chyba budynki naznaczone śladami po pociskach, sprawiające wrażenie, jakby wojna skończyła się tam raptem przed kilkoma miesiącami). Przykładem tego typu działań, jak podaje Johnston, było właśnie Sarajewo, gdzie w 2008 roku burmistrz Semiha Borovac zdecydowała się odkupić dom oraz teren, gdzie znajdowało się wejście do słynnego tunelu od ich właścicieli, rodziny Kolar. Próba ta nie powiodła się wówczas, co burmistrz skomentowała w następujący sposób: „To miejsce mogło być jak mieszkanie Anny Frank, ale jedna z rodzin dąży do tego, by tak się nie stało”. Burmistrz liczyła na to, że miejsce to mogłoby stać się kolejną atrakcją turystyczną Sarajewa (a co za tym idzie – źródłem zysku dla miasta), jednak tym planom sprzeciwiali się formalni właściciele terenu, którym być może niekoniecznie podobał się pomysł udostępnienia go licznym turystom. Dziś można już powiedzieć, że życzenie byłej burmistrz miasta się spełniło i jeden z odcinków tunelu jest już przeznaczonym do zwiedzania muzeum – zajmują się nim członkowie rodziny Kolar, a zdecydowaną większość z odwiedzających stanowią zachodni turyści.

Vekol Turs, jedna z belgradzkich agencji turystycznych (dziś figuruje jako agencja organizująca różnorakie imprezy), tuż po aresztowaniu Radovana Karadžicia w lipcu 2008 roku wprowadziła do swojej oferty wycieczkę po mieście śladami miejsc, które związane są z krótkim życiem i karierą doktora Dragana Dabicia, osoby, którą stał się Karadžić po tym, jak stał się jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi w Europie. Agencja nazwała swoją wycieczkę „Pop Art Radovan”. Sama stylistyka pop-artu jako kierunku w sztuce kojarzyć się może z czerpaniem inspiracji z reklam, komiksów, a więc przedstawień rodem z kultury popularnej. Do zbioru postaci kultury popularnej włączony został przez organizatorów wycieczki także Radovan Karadžić – nawet plakat reklamujący wycieczkę wykonany jest w komiksowej stylistyce mającej przywodzić skojarzenia związane z pop-artem. Sam program wycieczki wywołuje nieodparte wrażenie, że mamy do czynienia raczej z odwiedzaniem miejsc związanych właśnie z gwiazdą popkultury, a nie postacią kojarzoną, także przez część jego rodaków, co najmniej ambiwalentnie.

Turyści podczas trwającej około połowy dnia wycieczki (dziś biuro nie ma jej już w swojej ofercie) podążali belgradzkimi śladami Karadžicia-Dabicia. Dzień rozpoczynali pod blokiem na ulicy Gagarina na Nowym Belgradzie, jego byłym miejscem zamieszkania. Stamtąd udawali się do pobliskiej piekarni na jego ulubione śniadanie – pieczony ziemniaczany placek. Po posiłku zaglądali do kiosku oraz do warzywniaka, gdzie ukrywający się polityk był jednym z ulubionych klientów. Po tej wizycie robili sobie krótką chwilę przerwy na zrobienie zdjęć. Następnie autobusem miejskim jechali do „Domu wariatów” – lokalu, w którym uwielbiał przesiadywać Karadžić i gdzie był jednym z ulubionych gości oraz jego ulubionej naleśnikarni „Pinokio”, gdzie turyści mieli okazję zjeść jego ulubionego naleśnika z czekoladą, orzechami i żurawiną, dziś nazwanego właśnie zresztą „Radovan Karadžić”. W drodze do centrum miasta podziwiali areszt, w którym Karadžić po aresztowaniu czekał na transport do Hagi. Opcjonalnie mogli także wybrać się w podróż autobusem linii 73 oraz wysiąść na przystanku, na którym Karadžić został zatrzymany3.

Organizatorzy przedsięwzięcia zapewniali jednocześnie, że zwiedzanie jest całkowicie bezpieczne, a wycieczka, która szybko zdobyła dużą popularność zwłaszcza wśród młodych turystów z Zachodu, nie ma wymiaru politycznego. Argumentowali to stanowisko tym, że pokazują turystom miejsca ważne jedynie z punktu widzenia życia codziennego ukrywającego się Karadžicia (piekarnia, sklep, kiosk), a ponadto organizują także wycieczki po Belgradzie śladami Josipa Broz Tito czy Nikoli Tesli. Z drugiej strony, według właścicielki biura Tanji Bogdanović, Serbia stała się w ostatnich latach znana z osób takich jak Karadžić, Mladić, Milošević i Tito. Zastanawiała się ona wówczas, dlaczego więc nie wykorzystać ich potencjału turystycznego, aby skłonić do odwiedzenia Serbii większej liczby zagranicznych turystów i w ten sposób przyczynić się do rozwoju gospodarczego kraju4. Wycieczka, jak mówiła jedna z pracownic biura, dostępna była jedynie turystom zachodnim i tylko z takimi współpracowali. Ponadto organizatorzy unikali odpowiadania na pytania członków wycieczki na temat polityki5.

Turystyka wojenna z pewnością będzie istnieć tak długo, jak na świecie będą pojawiać się konflikty zbrojne. Zawsze bowiem znajdą się ludzie głodni wrażeń i gotowi ryzykować na tyle, aby odwiedzać miejsca, w których toczą się działania wojenne. Podobnie wojny z przeszłości oraz wrażenia i miejsca z nimi związane, tak jak w przypadku byłej Jugosławii, będą zawsze magnesem skutecznie przyciągającym turystów. Owszem, ma to również walor edukacyjny – zwolennicy turystyki wojennej, jak również całego nurtu dark tourism, często twierdzą, że robią to w celu uświadomienia turystów, zmuszenia do refleksji nad historią, życiem oraz śmiercią. Pojawia się jednak pytanie, którym chciałabym zakończyć niniejszy artykuł i które pozostawiam pod rozwagę Czytelnikom: na ile etyczne jest tworzenie atrakcji turystycznej z wojny, śmierci i ludzkiej tragedii?

About Joanna Lewińska

Kilka lat temu rzuciła wszystko, by zostać etnologiem. Dziś jest absolwentką tego kierunku na Uniwersytecie Wrocławskim. Ma niebezpieczną obsesję na punkcie wszystkiego, co bałkańskie - od kuchni, przez film i muzykę, aż po podróże. Szczególnie mocno uzależniona od kultury serbskiej.
KOMENTARZE