Home / Bałkany / BiH / Unia Europejska obrońcą status quo w Bośni i Hercegowinie?

Unia Europejska obrońcą status quo w Bośni i Hercegowinie?

Autor: Mateusz Kowalik

Świadomość nieefektywności systemu politycznego Bośni i Hercegowiny mają zarówno jej elity polityczne, jak i przedstawiciele wspólnoty międzynarodowej obecnej w kraju od kilkunastu lat. Bośniaccy Chorwaci, Muzułmanie i Serbowie posiadają zupełnie odmienne sposoby postrzegania przeszłości oraz wizje pożądanej przyszłości BiH, przez co nie są w stanie wypracować jakiegokolwiek konsensusu w kwestii reformy sposobu organizacji państwa. To z kolei sprawia, że pod względem społecznym i gospodarczym Bośnię i Hercegowinę spowija permanentny kryzys. Sytuacja ta wynika poniekąd z wyrafinowania bośniackich polityków, gdyż, przy trójstronnym systemie narodowych antagonizmów, ułatwia im ona manipulowanie elektoratem za pomocą niekończącej się nacjonalistycznej kampanii wyborczej. Zadziwia jednak brak zdecydowanej reakcji wspólnoty międzynarodowej – zwłaszcza najbardziej zaangażowanej w regionie Unii Europejskiej – na nieefektywne i nieodpowiedzialne działania bośniackich władz wszystkich szczebli, których postępowanie w żaden sposób nie wpływa pozytywnie na stan państwa i jego ludności. Jednakże szaleństwa bośniackiej etnopolityki z punktu widzenia UE mogą stanowić metodę utrzymania sytuacji w BiH w granicach przewidywalności. Teza to dość przewrotna, ale na pewno niepozbawiona podstaw.

Źródła obecnej sytuacji społecznej i politycznej leżą w krwawym konflikcie z lat 1992-1995, kiedy to walczyli przeciwko sobie bośniaccy Muzułmanie, Serbowie i Chorwaci. Konflikt zakończyło podpisanie porozumienia w Dayton, układ ten stał się również fundamentem organizacji państwa. Stworzony na podstawie jego zapisów podział terytorialny kraju oraz skomplikowany system polityczny przyczyniły się do zbudowania stabilizacji, jednakże system społeczno-polityczno-gospodarczy Bośni i Hercegowiny pozostaje skrajnie niewydolny.
O dysfunkcjonalności państwa najlepiej świadczy okres 16 miesięcy, jakie minęły od ostatnich wyborów parlamentarnych do powołania 10 lutego 2012 r. rządu centralnego – sytuacja bez precedensu w najnowszej historii Bośni i Hercegowiny. Tak długi okres budowania międzypartyjnego (i międzyetnicznego) porozumienia na szczeblu państwowym przepełniony był charakterystycznymi dla BiH wątkami parlamentarnej i konstytucyjnej obstrukcji, nadużywania idei zagrożenia interesu narodowego, odwoływania się do haseł nacjonalistycznych oraz różnorodnie komentowanych ingerencji Wysokiego Komisarza. Dla mieszkańców kraju miesiące te oznaczały dalsze pogarszanie się sytuacji gospodarczej i wpływały istotnie na spadające bezustannie społeczne morale. Ucierpiały również relacje z Unią Europejską, gdyż ze względu na brak rządu nie podjęto w tym czasie żadnych konstruktywnych decyzji w ramach procesu integracji, a pokaz politycznej niemocy rządzących elit nadwątlił i tak nienajlepszy wizerunek BiH na arenie międzynarodowej. Dopiero pogarszająca się sytuacja ekonomiczna oraz presja Unii Europejskiej doprowadziły do podpisania umowy koalicyjnej oraz powołania rządu, który dla spełnienia żądań UE uchwalił pospiesznie ustawy – budżetową oraz o spisie powszechnym.
Epizod ten pokazuje, jak daleko za swoimi sąsiadami w procesie integracji z Unią Europejską znajduje się Bośnia i Hercegowina. Chorwacja ma już za sobą podpisanie traktatu akcesyjnego, w drodze referendum wyraziła też aprobatę dla wstąpienia do UE i , zgodnie z obecnym scenariuszem, stanie się 28. członkiem organizacji w 2013 r. Przed Serbią jeszcze długa droga do członkostwa, jednak rządy prezydenta Borisa Tadicia to pasmo sukcesów w zacieśnianiu więzów z UE, czego zwieńczeniem stało się przyznanie Serbii oficjalnego statusu kandydata do UE. W tym samym czasie w Bośni i Hercegowinie dopiero od kilku tygodni funkcjonował zrodzony w bólu kilkunastu miesięcy politycznych niesnasek rząd centralny, którego głównym osiągnięciem pozostaje spełnienie wstępnych warunków Unii Europejskiej dla wznowienia procesów integracyjnych. Czarnogóra, południowy sąsiad BiH, uzyskała status oficjalnego kandydata do Unii Europejskiej w grudniu 2010 r. W kontekście polityki rozszerzenia UE Bośnia i Hercegowina od 2003 r. nadal funkcjonuje jako potencjalny kandydat do członkostwa z niemal znikomymi szansami na uzyskanie statusu oficjalnego kandydata w perspektywie kilku najbliższych lat.

Wewnętrzna sytuacja Bośni i Hercegowiny może tymczasem pozostawać korzystna dla Unii Europejskiej oraz jej najsilniejszych członków, nadających ton działaniom całej wspólnoty. Przyjęcie do UE w latach 2004 i 2007 dwunastu nowych państw, które znajdowały się na niższym poziomie rozwoju niż te stanowiące rdzeń organizacji, doprowadziło szybko do pojawienia się zjawiska zmęczenia rozszerzeniem. Co więcej, przybrało ono na sile, odkąd Europę spowija kryzys gospodarczy. Dekoniunktura bezpośrednio przekłada się na nastroje społeczeństw oraz podążających za nimi polityków, którzy nie są przychylni akcesji kolejnych państw, gdyż wiąże się to z koniecznością niesienia pomocy finansowej w ramach licznych programów pomocowych i dostosowawczych. Kiedy pojawiają się problemy na własnym podwórku, priorytetem staje się ich rozwiązanie, a działania skierowane na zewnątrz schodzą na drugi plan. Kryzys zadłużenia finansów publicznych w sytuacji recesji (czego apogeum obserwujemy w Grecji), który, według obserwatorów, stanowi nie lada zagrożenie dla przetrwania strefy euro, jest obecnie kwestią spędzającą sen z powiek europejskim włodarzom. W sytuacji rosnącego bezrobocia i wynikających z tego problemów społecznych opinia publiczna państw dotkniętych kryzysem nie jest entuzjastycznie nastawiona do perspektywy akcesji kolejnych państw europejskich.
Unia Europejska jest zaangażowana w budowanie i utrzymywanie pokoju w Bośni i Hercegowinie poprzez działania sił militarnych (misja pokojowa EUFOR Althea) oraz cywilnych (Delegacja Unii Europejskiej w Bośni i Hercegowinie). O wadze wpływów Unii Europejskiej w BiH świadczyć może nazywanie jej w różnych kontekstach protektorem. Nie ulega wątpliwości, że Unia Europejska dysponuje całą gamą instrumentów wywierania wpływu na zachowania bośniackich władz, czego przewrotnym przykładem jest powołanie na początku marca rządu na poziomie centralnym. Już powierzchowna analiza sytuacji zaistniałej wokół utworzenia rządu skłania do wniosku, że zarówno UE, jak i jej poszczególni członkowie niechętnie wykorzystują metody nacisku i kreowania pożądanych wydarzeń w BiH. Kontrast wobec takiego stanu rzeczy stanowi zaangażowanie głów państw strefy euro oraz instytucji unijnych w próby rozwiązania kryzysu zadłużenia w Grecji. Nie zagłębiając się w tym miejscu w motywy postępowania europejskich przywódców, możemy stwierdzić, że skala ich działań pokazuje możliwości oraz determinację w realizacji określonych interesów. W kontekście nieporównywalnie mniejszego zaangażowania w sprawy bośniackie pojawia się pytanie – czy dla Unii Europejskiej korzystne jest utrzymywanie obecnego status quo w Bośni i Hercegowinie i do jakiego stopnia ograniczone zainteresowanie jej sytuacją wewnętrzną jest wynikiem przemyślanej strategii?
Unia Europejska dąży do integracji w swych ramach państw Bałkanów Zachodnich, a wśród nich Bośni i Hercegowiny. Najważniejszym motywem przyszłego „bałkańskiego rozszerzenia” jest budowa pokoju i bezpieczeństwa na najbardziej niestabilnym, poza Kaukazem, obszarze kontynentu. Ponadto inkluzywny charakter organizacji w ramach kontynentu europejskiego stanowi imperatyw działania na rzecz integracji obszarów uważanych za peryferyjne. Budowanie pokoju i rozwój Bośni i Hercegowiny są obecnie sztandarowym projektem unijnej wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony, są też elementem szerszego procesu budowania potęgi cywilnej UE na świecie. Porażka sił unijnych w BiH oznaczałaby istotne pogorszenie reputacji organizacji w świecie. Perspektywa ta jednakże nie skłania wpływowych unijnych instytucji i osobistości do zwiększenia zainteresowania wewnętrzną sytuacją BiH. Zaangażowanie Unii Europejskiej w to, co się dzieje na bośniackim podwórku, znacznie wręcz spadło w ciągu kilku ostatnich lat.
Mimo że obszar Bałkanów Zachodnich jest strategiczny z punktu widzenia bezpieczeństwa najbliższego sąsiedztwa UE i samej organizacji, trend postępującej stabilizacji regionu pozwala na zmniejszenie ciężaru wywieranych nacisków. Nie wydaje się, by na Bałkanach miało zawrzeć – Chorwacja jest jedną nogą w UE, Serbia pod przywództwem Borisa Tadicia przedkłada dyplomację nad agresywną retorykę, mając świadomość wagi integracji z Unią Europejską i starając się jednocześnie jak najwięcej ugrać w Kosowie, które z kolei pochłonięte jest projektem budowania własnej państwowości. Priorytety polityki zagranicznej Chorwacji i Serbii oraz ich pojednawczy ton wobec sąsiedztwa doświadczonego piętnem konfliktu oznaczają spuszczenie z tonu w relacjach z Bośnią i Hercegowiną. W konsekwencji w BiH w coraz większym stopniu to jedynie lokalne „elity” sieją polityczny ferment, którego efektem jest społeczny marazm oraz permanentna zapaść w gospodarce. Zorientowanie systemu politycznego, partyjnego i społecznego na kategorię narodu nie sprzyja przeprowadzaniu zmian, przyczyniając się walnie do utrzymania krytykowanego od lat status quo. W sytuacji tej kolejne kryzysy oraz wzajemne szachowanie się obozów politycznych sprawiają, że w perspektywie krótkookresowej, Bośnia i Hercegowina jest dla UE państwem dość przewidywalnym.

Tym, co kieruje Unią Europejską w utrzymywaniu tak pojmowanej stabilizacji w BiH, jest szereg problemów wewnętrznych, z jakimi zarówno organizacja, jak i poszczególne państwa, muszą sobie poradzić w pierwszej kolejności. W ujęciu najbardziej ogólnym palącym problemem pozostaje daleki od rozwiązania kryzys zadłużeniowy w Grecji oraz widmo takiegoż w innych państwach. Zapewnienie wypłacalności Grecji leży głównie w interesie państw zachodnioeuropejskich, których banki są wierzycielami ogromnego greckiego długu. Ponadto hipotetyczne ogłoszenie bankructwa i/lub wyjście Grecji ze strefy euro oznaczałoby porażkę projektu ścisłej integracji w ramach unii monetarno-walutowej, nadszarpnęłoby również reputację samej Unii Europejskiej. Fataliści wieszczą wręcz rozpad organizacji wskutek obecnego kryzysu gospodarczego. W świetle tego ingerencja instytucji unijnych oraz europejskich przywódców w sprawy wewnętrzne Grecji nie budzi zdziwienia. Pokazuje również, jak wielka może być skala ich zaangażowania, uświadamiając jednocześnie, że swego rodzaju indolencja Unii w kwestii bośniackiej jest działaniem świadomym. Skłania ku niemu również zjawisko zmęczenia rozszerzeniem, uwydatnione w dobie kryzysu przez opinię publiczną i skrupulatnie wykorzystywane przez przeciwników dalszej integracji. Wreszcie brak inicjatywy i postępu ze strony Bośni i Hercegowiny w kwestii przedsięwzięć integracyjnych w walny sposób przyczynia się do nieprzychylnej oceny tego kraju w kontekście potencjalnej kandydatury czy członkostwa w UE. Upadek Grecji, poza konsekwencjami finansowymi, miałby negatywny wpływ na postrzeganie UE na świecie. Podobny efekt mogłaby wywołać porażka projektu stabilizacji Bośni i Hercegowiny. Jednakże dopóki podejmowane są jakiekolwiek działania integracyjne, dopóty nikt nie orzeknie upadku procesu rozszerzenia.
Przytoczona tu ogólna charakterystyka obecnej relacji między Unią Europejską a Grecją pokazuje, że w sytuacji noża niebezpiecznie przyciśniętego do gardła w europejskich stolicach dochodzi do uruchomienia nadzwyczajnych mechanizmów kreowania pożądanej przez siebie sytuacji w krajach o wątłych finansach i pozycji politycznej. Do takich należy również sfatygowana wewnętrznymi niesnaskami Bośnia i Hercegowina, która, mimo szeregu problemów do rozwiązania, nie stanowi obiektu wzmożonego zainteresowania ze strony UE. Można zatem przypuszczać, że Unii Europejskiej, ujmując rzecz ogólnikowo, odpowiada sytuacja panująca w BiH. O ile bośniackie władze manipulują procesem integracji europejskiej dla własnych celów (utrzymywanie poparcia wyborców, zatrzymanie kompetencji entitetów), to w społeczeństwie rozszerza się poczucie rozczarowania Unią Europejską. Bośniaccy obywatele uważają, że są zwodzeni przez UE. Sytuacja ta pozwala przywołać przypadek Turcji, która pomimo uzyskania statusu kandydata w 1999 r. ma obecnie niewielkie szanse na to, by nawet w dłuższej perspektywie zostać członkiem Unii. Lata spędzone w unijnej poczekalni uświadomiły Turkom, że ich kraj potrzebny jest Europie, ale na warunkach przez nią dyktowanych. Wykorzystując swój potencjał gospodarczy i demograficzny oraz strategiczne położenie, Turcja pod rządami Recepa Tayyipa Erdoğana zaczęła umacniać swoje wpływy w szeroko pojętym sąsiedztwie. Jej relacje z Unią Europejską nabierają charakteru coraz bardziej partnerskiego, odbiegając od modelu podporządkowania celom integracji europejskiej.

Zwrot w polityce zagranicznej Turcji ostatnich kilku lat powinien stać się przestrogą dla Unii Europejskiej w jej relacjach z Bośnią i Hercegowiną. Hipotetyczne konsekwencje zrezygnowania BiH z integracji z Unią Europejską mogą być jednakże zgoła inne niż te obecnie obserwowane w przypadku Turcji. Ta ostatnia, ze względu na swój potencjał gospodarczy i strategiczne położenie, staje się regionalną potęgą zdolną kształtować relacje międzynarodowe. Bośnia i Hercegowina, ze względu na głód kapitału oraz skomplikowaną sytuację polityczno-społeczną, byłaby zdolna jedynie ulegać wpływom innych państw. To zaś rodzi ryzyko, że swoją obecność w kraju zechciałyby zaznaczyć państwa eksportujące fundamentalne nurty islamu. Należałoby się spodziewać, że inwestycjom gospodarczym towarzyszyłaby promocja ideologii postrzeganych jako skrajne, a w pewnych formach wręcz niebezpieczne (np. wahabizm). Wzrost zaangażowania państw islamskich w BiH nie jest pożądany z punktu widzenia bezpieczeństwa samej Unii Europejskiej, a ponadto może doprowadzić do zaostrzenia antagonizmów między bośniackimi Muzułmanami a pozostałymi narodami konstytutywnymi zamieszkującymi BiH. Opisywana tutaj sytuacja jest jedną z wielu możliwych ścieżek rozwoju sytuacji w Bośni i Hercegowinie. Jej ewentualne urzeczywistnienie jest zależne od wielu czynników, których obecność możemy jednak obserwować już obecnie.

About Izabela Misiak

Absolwentka filologii na Uniwersytecie Wrocławskim, jedna z tłumaczek zbioru opowiadań Zorana Fericia "Pułapka na myszy Walta Disneya", "anioł stróż" pisarzy bałkańskich przyjeżdżających do Wrocławia na festiwale literackie.
KOMENTARZE