Home / Bałkany / Bałkany Zachodnie / Zza żółtego paska: relacja z serbsko-węgierskiej granicy
Horgosz Fot. Kaja Puto
Horgosz Fot. Kaja Puto

Zza żółtego paska: relacja z serbsko-węgierskiej granicy

Pod zagrodą sołtysa Orbana w Horgosz od dwóch dni gromadzą się tłumy. Przejście drogowe w tej niewielkiej miejscowości było ostatnim, przez które przechodzili uchodźcy pnący się na północ Europy. 15 września granica serbsko-węgierska została uszczelniona, a drutu kolczastego strzeże wojsko i policja. Przejścia drogowe przecięte zostały żelaznymi bramami, również to na autostradzie Belgrad-Budapeszt, która została zamknięta.

Z przerwami funkcjonuje przejście Tompa-Kelebija, z którego z powodów formalnych cofnięto wiele zorganizowanych transportów pomocy humanitarnej. Do oceny serbskich służb podchodziłabym ostrożnie: samochodem osobowym wypakowanym po brzegi kocami, namiotami i żywnością przejechałam je w pięć minut, poganiana przez pogranicznika, bo „ludzie czekają na pomoc”.

Fakt, czekali. Infrastruktura w Horgosz właściwie nie istnieje: przy wąskiej, ochaszczonej z dwóch stron drodze stoi opuszczona celnicza budka i sklepik duty free, któremu po latach znów przyszło funkcjonować jako obiekt pożądania. Grupa wolontariuszy składuje tam dary, które udało się przewieźć przez granicę lub kupić w Serbii.

Brakuje wszystkiego: jedzenia, wody, przede wszystkim namiotów i koców. Mniej waleczni leżą na ziemi albo folii aluminiowej. Zeszłej nocy w prowizorycznym namiocie urodziło się dziecko. Kilkadziesiąt metrów dalej amerykański dziennikarz potrząsał namiotami, najwyraźniej potrzebna mu była przerażona mina w oprawie zamka błyskawicznego.

Na granicy w Horgosz nie ma bieżącej wody, gazu ani prądu. Od wczorajszej nocy, kiedy między tysiącami uchodźców krążyła garstka niezorganizowanych wolontariuszy, wiele się zmieniło: udało się dostarczyć pomoc i kolejne ręce do pracy. Pocieszający w obecnym piekiełku wyszehradzkim wydaje się fakt, że ogromna część wolontariuszy to Węgrzy, Słowacy, Czesi i Polacy.

Pomagają też lokalsi, nie tylko na terenie koczowiska (obóz to wciąż za dużo powiedziane). Sklepy udzielają uchodźcom i wolontariuszom zniżek, policjanci pomagają w kierowaniu ruchem i organizacji. Niestety w lokalnych sklepach zaczęło brakować towaru. Taksówkarze przewożą uchodźców do Suboticy w razie potrzeby za przyzwoitą cenę lub nawet za darmo.

Tymczasem w Chorwacji, w pobliżu miejscowości Szid, policja zaczęła zabierać uchodźców oczekujących na serbskiej granicy do Tovarnika. W Tovarniku są lekarze, jest papu i bus do Vinkovci, w Vinkovci – pociąg do Zagrzebia. Plan zakłada bezpieczny transfer ludzi do Słowenii, która jednak nie wypowiedziała się na ten temat jednoznacznie. Odmówiła utworzenia korytarza dla uchodźców, ale zapowiedziała, że będzie rozpatrywać wnioski o azyl.

Z obozu UNHCR w Kanjiży nieopodal Horgosz odjechały już darmowe busy na chorwacką granicę, podobnie z innych miejsc, w których gromadzili się uchodźcy, m.in. z Preszewa. W Kanjiży towarzyszy temu entuzjazm, w Horgosz się go raczej nie podziela: kilka tysięcy ludzi zgromadzonych wzdłuż płotu, przez który jeszcze dwa dni temu dało się przejść, wciąż ma na to nadzieję. Uchodźcy boją się min, ewentualnych kosztów, a przede wszystkim tego, co dalej, bo niewykluczone, że dalej to samo, tylko że na chorwacko-słoweńskiej granicy. Poszła plotka, że Orban ma zamiar za miesiąc otworzyć bramę.

Ludzie koczujący w Horgosz są sfrustrowani wyczerpującą drogą i zdezorientowani lawinami sprzecznych informacji. Dziś wybuchł kolejny agresywny protest, podczas którego usiłowano sforsować płot. Węgierska policja wyjechała na protestujących armatkami wodnymi i gazem pieprzowym (mówi się też coś o BTR-ach). Przyjechali lekarze i wysiedli z karetki prosto w gaz, uchodźcy rzucili się im na pomoc z wodą, a potem to samo, tylko vice versa. Policja opanowała sprawę, a wolontariusze zaczęli rozdawać ulotki o możliwości wyjazdu do Chorwacji. Wieczorem uchodźcy protestowali już tylko pokojowo, skandując „Hungaria please” i „Serbia thank you”.

Olejcie żółte paski o groźnych zamieszkach i nie czytajcie duńskich brukowców, według których na bramę napierano flagą ISIS. Wzruszcie ramionami na byłego premiera i jego „pewne źródła”. I pamiętajcie, że większa część ludzi nie protestuje w ogóle, a zważywszy na to, co przeszli, okazywana przez nich pokora i wdzięczność jest zaskakująca.

Dziś mieszkańcy Janowic Wielkich zadzwonili po policję, bo znaleźli w swojej zagrodzie uchodźców. Policja wraz ze strażą graniczną urządziła blokadę i przymknęła podejrzanych. Byli to turyści z Malty. Możemy rozwodzić się nad przyczynami, ale jedno jest pewne: to nie mogło by się zdarzyć ani w Serbii, ani w Chorwacji.

P.S. To nie uchodźcy rozwiesili wczoraj w Horgosz baner: „Shame on Europe”. Rozwiesili go wolontariusze z całego świata.

Autorka: Kaja Puto

KOMENTARZE